„Krzycząca mama to taka, która potrzebuje wsparcia i pomocy” – o tym, jak pomóc mamie, mówi Joanna Kokoszkiewicz, coach mam i pedagog Joanna Kokoszkiewicz_mama w sam raz

„Krzycząca mama to taka, która potrzebuje wsparcia i pomocy” – o tym, jak pomóc mamie, mówi Joanna Kokoszkiewicz, coach mam i pedagog

Spis treści:

Matka krzyczy na swoje dziecko z bezsilności, frustracji, poczucia winy, smutku. Komunikuje w ten sposób, że nie daje rady. I choć krzyk jest skuteczny w rozładowaniu złości, to fatalnie wpływa na relację matka–dziecko. Joanna Kokoszkiewicz, coach mam, trenerka umiejętności wychowawczych i pedagog w rozmowie z Hello Zdrowie opowiada o ciemnej stronie macierzyństwa i o tym, jak pomóc mamie.

Ewa Podsiadły-Natorska: Porozmawiajmy szczerze o macierzyństwie. Co daje, a co odbiera kobiecie?

Joanna Kokoszkiewicz: Macierzyństwo może być pasmem radości albo cierpień. Ma na to wpływ wiele czynników. Jedno jest pewne, że macierzyństwo rozwija w kobiecie pokłady miłości i empatii, wrażliwości, współczucia. Na pewno odbiera totalną wolność i niezależność, którą miało się przed urodzeniem dziecka.

„Jak wygląda prawdziwe życie mamy?” – to jeden z podrozdziałów w pani książce „Mama w sam raz”. Zatem: jak wygląda?

Na pewno inaczej niż to, które często jest prezentowane w mediach. Prawdziwie życie mamy to nie jest bułka z masłem i pasmo wiecznych zachwytów. To jest naprawdę ciężka praca. Oczywiście wszystko zależy od mamy, jej stylu życia i tego, jak duże ma dzieci. Największą rewolucją jest oczywiście pojawienie się pierwszego dziecka. To jest jak trzęsienie ziemi, bo wszystko nagle się zmienia. Pozycja społeczna kobiety, jej wygląd, jej ciało, obowiązki. Życie nagle musi być podporządkowane tej małej istocie.

A jak zmienia się relacja partnerska, gdy na świecie pojawia się dziecko?

Do tej pory dwoje niezależnych ludzi, którzy mieli mnóstwo wolności i wolnego czasu, nagle potrzebuje zająć się maleństwem. Kobieta bardzo się w tym czasie zmienia. Jej cała uwaga często skupia się tylko na dziecku, zmienia się jej ciało, jej priorytety. Partner czuje na sobie dużo więcej odpowiedzialności, często zaczyna pracować jeszcze więcej, bo chce zapewnić dobry byt swojej rodzinie.

Mam wrażenie, że to jest taki test dla relacji partnerskiej. Czy potrafią ze sobą spokojnie rozmawiać, gdy dominuje zmęczenie, czy potrafią ustalić podział obowiązków przy dziecku, czy potrafią zaufać, że partner też potrafi się nim zająć, co dotyczy szczególnie kobiet (uśmiech). Najważniejsze, żeby w tym czasie partnerzy nie zapomnieli o sobie nawzajem. Że nadal są parą, że potrzebują nadal umawiać się na randki, dużo randek, i się SOBĄ zachwycać. Dziecko, nawet maleńkie, doskonale wyczuwa, co się dzieje pomiędzy rodzicami. I rozwija się najlepiej, jeśli między nimi panuje harmonia.

Młoda mama widzi na zdjęciu celebrytkę, która pozuje na ściance dwa tygodnie po porodzie. Jak się z tym czuje?

To zależy. Jeśli sama dwa tygodnie po porodzie czuje się i wygląda tak dobrze, że mogłaby też pozować na ściance, to zapewne nie robi to na niej wrażenia. Najczęściej jednak w tym okresie nie wyglądamy zbyt dobrze i nie czujemy się najlepiej. Jeśli młoda mama nie ma zdrowego poczucia własnej wartości, to patrząc na takie zdjęcie, może wpaść w tryb myślenia: „Inne mamy to mają lepiej”, „Lepiej sobie radzą z macierzyństwem”, „Mają pieniądze, żeby wyglądać jak milion dolarów, a ja nie mam” itd., itp. Czyli po prostu uprawia porównywanie się, w którym ona zawsze wypada gorzej. A to prowadzi do poczucia winy, czucia się gorszą i mniej atrakcyjną.

Proszę zatem podpowiedzieć, w jaki sposób kobieta, która została matką, może wzmacniać wiarę w siebie.

Przede wszystkim kobieta w tym czasie potrzebuje wsparcia innych mam. Tylko takiego mądrego, ciepłego i nieoceniającego. Bo często ten rodzaj wsparcia, który otrzymuje od swojej mamy, teściowej czy cioci, nie jest tym, czego ona naprawdę szuka. Ona potrzebuje takich osób w swoim kręgu, które pokażą, jak ważna jest jej własna intuicja oraz ufanie jej. Z tego właśnie zaufania do siebie i działania pod jego wpływem bierze się wiara w siebie – że umiem, potrafię, a jak nie wiem, jak coś zrobić przy dziecku, to wiem, gdzie mogę szukać pomocy. Dlatego założyłam taką grupę dla mam na Facebooku – Mamy w sam raz. Prowadzę w niej cotygodniowe transmisje live, które dają mamom wsparcie, inspiracje i mnóstwo wiedzy dotyczącej różnych aspektów macierzyństwa i wychowywania dzieci. Mamy mogą w niej liczyć również na własne wsparcie i dzielenie się doświadczeniem.

Gdy rozmawiam z młodymi mamami, niemal bez przerwy słyszę, że zmagają się z wyrzutami sumienia. Że nie rodziły siłami natury, że nie karmią naturalnie, że oddały dziecko do żłobka, że pracują za mało albo za dużo. Da się z tym coś zrobić?

To naturalne, że młode mamy tak się czują, bo narzucana jest na nie ogromna presja społeczna. Dodatkowo część z nich chce sprostać oczekiwaniom innych osób, często z rodziny, które również mają określoną wizję, co dana mama powinna w danej sytuacji robić i jak wychowywać swoje dziecko.

Ja takim mamom podczas moich konsultacji mówię jedno. Ty, twój partner i dziecko stanowicie odrębne państwo, które rządzi się swoimi własnymi prawami. Dlatego potrzebujecie bronić swoich granic przed najazdem innych osób. Asertywnie. Jeśli ktoś uważa, że wie lepiej, co jest dobre dla was czy waszego dziecka – warto po prostu z tą osobą porozmawiać, mówiąc, że to są wasze decyzje. Z naciskiem na WASZE. Przede wszystkim też młoda mama powinna wyrabiać w sobie nawyk wiary w to, że wybiera takie działania, które są najlepsze dla niej i dla jej dziecka. I tym się po prostu kierować, ucząc się nieprzejmowania się tym, co mówią na ten temat inni.

W swojej książce radzi pani mamom, żeby to siebie postawiły najwyżej w hierarchii – nawet wyżej niż dziecko. To dość śmiała rada w kraju, który uprawia kult niestrudzonej i poświęcającej się matki-Polki.

Właśnie stąd moja rada. Mamy potrzebują to usłyszeć powiedziane dobitnie – może dopiero takie jasne postawienie sprawy coś zmieni. Bo jako mamy potrzebujemy zaspokajać potrzeby swoich dzieci. Tylko jak nalać do kubeczka potrzeb naszego dziecka, jeśli nasz własny dzban potrzeb jest pusty? Nie ma na to szansy. Każda mama przyzna, że ma więcej cierpliwości do swojego dziecka, radości z zabawy z nim, jeśli sama najpierw zadbała o swoje potrzeby. Nasze baterie po prostu muszą być naładowane, bak z paliwem musi być pełny. Słabo się jedzie samochodem, kiedy kończy się benzyna, prawda? A jak jej nie ma, to samochód nigdzie nie pojedzie, natomiast od mamy wymaga się, że ma jechać dalej na pustym baku.

Jak pomóc mamie – pisze Joanna Kokoszkiewicz w książce „Mama w sam raz”
Joanna Kokoszkiewicz_mama w sam raz

Matka ma prawo powiedzieć, że nie daje rady?

Prawo ma zawsze, tylko sama go sobie nie daje. Bo właśnie wkręciła się w kult matki-Polki, oczekiwania innych osób wobec niej, własne oczekiwania wobec siebie. Często mamy chcą być idealne. Idealnie wychowywać, karmić i bawić swoje dzieci, a jednocześnie być idealnymi żonami i paniami domu. To jest nie do pogodzenia. Dlatego tytuł mojej książki brzmi „Mama w sam raz. Jak wrzucić na luz i być w końcu szczęśliwą mamą”. Bo mama w sam raz wie, że może powiedzieć, że nie daje rady, może prosić o pomoc i że wtedy świat się nie zawali.

No dobrze. Połóg, opieka nad niemowlęciem, nieprzespane noce w końcu mijają. Jednak wbrew temu, na co liczy wiele matek, nie zawsze z czasem jest łatwiej.

No tak, czasem jest trudniej i mamy same mówią, że jak dziecko było małe, to było łatwiej, bo w ciągu dnia dziecko jadło i spało i mama miała więcej czasu wolnego dla siebie. Często po jakimś czasie w domu pojawia się drugie dziecko i okazuje się, że trzeba sobie radzić zarówno ze zbuntowanym dwulatkiem, jak i noworodkiem. Nie wspominając już o życiu z nastolatkiem czy tak jak w moim przypadku z dwójką nastolatków! Tylko trzeba pamiętać, że obecnie mamy mają dostęp do różnych specjalistów, którzy specjalizują się w tym, żeby nieść pomoc takim właśnie mamom. W obecnych czasach nawet nie trzeba wychodzić z domu, żeby skorzystać z profesjonalnej pomocy – sama prowadzę konsultacje online, właśnie z myślą o takich mamach.

Największą rewolucją jest pojawienie się pierwszego dziecka. To jest jak trzęsienie ziemi, bo wszystko nagle się zmienia. Pozycja społeczna kobiety, jej wygląd, jej ciało, obowiązkiJoanna Kokoszkiewicz, coach mam i pedagog
Pomówmy teraz o temacie tabu: złości matek. Dlaczego krzyczymy na swoje dzieci?

Bo nam się ulewa. Żeby nastąpił wybuch złości, potrzebne są dwie składowe – ładunek wybuchowy oraz zapalnik. Składnikami ładunku są inne emocje, które są pod złością. To jest często poczucie winy, frustracja, smutek, bezsilność. I właśnie, jeśli nie dajemy im uwagi, nie słuchamy siebie i swoich potrzeb, nie pielęgnujemy uważności i jesteśmy przemęczone, to te emocje buzują jak w garnku. A zapalnikami ładunku wybuchowego są różne myśli, w które mamy wierzą.

Taką klasyczną sceną, w której często dochodzi do wybuchu złości, jest szybkie i nerwowe wyjście mamy do pracy, podczas którego dziecko nie chce współpracować i często mama myśli sobie wtedy, że ono robi to specjalnie. Ładunkiem były inne emocje, pośpiech, często poranne niewyspanie, a zapalnikiem taka właśnie myśl. Wtedy bardzo łatwo o wybuch.

Krzyczące matki to złe matki?

Nigdy nie oceniam mam. Dla mnie krzycząca mama to taka, która potrzebuje wsparcia i pomocy. Krzyk to efekt naturalny, jeśli mama czuje złość. Bo ta emocja ma ogromy ładunek energetyczny, a krzyk przynosi ulgę w jego rozładowaniu. To są naturalne, biologiczne procesy. Każda emocja jest dobra, tylko niektóre zachowania pod wpływem tej emocji nie są dobre. Dlatego krzyk na dziecko pod wpływem złości nie jest dobry i nie należy do zachowań wspierających dobrą relację z dzieckiem. Najlepiej więc, żeby taka mama po prostu szukała wsparcia i wiedzy, jak może sobie pomóc, żeby powstrzymać krzyczenie na dzieci. Jest to proces, ale jak najbardziej jest to wykonalne.

Kiedy sytuacja staje się krytyczna? Co powinno zwrócić naszą uwagę i kiedy oraz gdzie szukać pomocy?

Wszystko zależy od tego, jak często występują takie wybuchy złości i jakie są ich skutki. Zdarza się, że osoba, która się złości, wcale nie uważa, że robi coś złego. Tutaj odzywają się mechanizmy obronne, głównie wyparcie, i wtedy takiej osobie naprawdę trudno zobaczyć, że jej zachowanie nie jest dobre. Właśnie dlatego, że złość jest tak niemile widzianą emocją, takie mamy często ją ukrywają, nawet przed samą sobą. Wtedy warto posłuchać głosu kogoś życzliwego z zewnątrz, np. partnera, który sygnalizuje, że coś się dzieje.

Warto też zawsze mieć z tyłu głowy pytanie: „Jakiego dorosłego chcę wychować?” i czy moje zachowanie do tego prowadzi. A przede wszystkim warto jednak nie czekać zbyt długo z szukaniem pomocy, tylko znaleźć wpierającego profesjonalnego coacha czy terapeutę, który wie, jak może pomóc mamie w takiej sytuacji.

Często mamy chcą być idealne. Idealnie wychowywać, karmić i bawić swoje dzieci, a jednocześnie być idealnymi żonami i paniami domu. To jest nie do pogodzeniaJoanna Kokoszkiewicz, coach mam i pedagog
Może po prostu nie umiemy prosić o pomoc, mówić wprost, że mamy za dużo na głowie?

Dokładnie tak. Zosie-samosie to nadal dość powszechne zjawisko. To są te mamy, które uważają, że wszystko same zrobią najlepiej. Pewnie tak, tylko jakim kosztem?

Z pewnością zgodzi się pani również, że bicie nie jest skuteczną metodą wychowawczą.

Oczywiście, że się zgodzę. To jest jedynie wyraz bezsilności rodzica oraz jego oczekiwanie natychmiastowego posłuszeństwa. Ta taktyka prowadzi donikąd, jest tragiczna w skutkach dla rozwoju emocjonalnego dziecka i relacji rodzic–dziecko.

Na koniec zapytam jeszcze, co sądzi pani o ruchu Birth Strike? Miley Cyrus stwierdziła, że w trosce o planetę nie będzie mieć dzieci.

Jest to ciekawy koncept, w myśl którego kobiety nie chcą mieć dzieci, bo nie chcą, żeby one żyły i wychowywały się w świecie, który wkrótce pogrąży się w skutkach katastrofy klimatycznej. W tych wypowiedziach słyszę bardzo dużo lęku, ale też pragnienia dobra dla dzieci, które te kobiety miałyby powołać do życia. Na szczęście żyjemy w czasach, w których każdy ma prawo kreować życie oparte na jego własnych decyzjach i wyborach.

Joanna Kokoszkiewicz – mama, żona, coach i trener. Kiedy po wielu latach pracy w korporacji 15 lat temu urodziła swoje pierwsze dziecko, a po 4 latach drugie, postanowiła, że nie wraca na etat, tylko skupia się na macierzyństwie, swoim rozwoju i coraz silniej rodzącej się pasji do pomagania mamom w ich wyzwaniach związanych z macierzyństwem i wychowywaniem dzieci. Najbardziej uwielbia wspierać mamy podczas indywidualnych sesji coachingowych. Wszechstronnie wykształcona (MBA, filologia angielska, dyplomowany coach i trener), nieustannie pogłębia swoje umiejętności i wachlarz narzędzi, dzięki którym klientki jej sesji stają się świadome siebie i dużo szczęśliwsze i spełnione jako mamy i kobiety. Posiada międzynarodowy certyfikat Zen Coachingu. Uwielbia zumbę i kizombę, praktykowanie uważności i wegetariańskie jedzenie. Na jej stronie świadome siebie mamy znajdą wiele pomocnych porad i informacji, jak mądrze zadbać o siebie i o dziecko. Prowadzi grupę dla mam na Facebooku: Mamy w sam raz, w której wspiera mamy i pomaga im w ich wyzwaniach.

Sprawdź powiązane tematy

newsletter-main

Wszystko, czego potrzebujesz
na Twoim mailu

Newsletter Hellomama da Ci dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

    newsletter-main-decorator
    newsletter-staying

    Zostań z nami jeszcze chwilę!

    Zapisz się do newslettera HelloMama

    Zyskaj dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

      newsletter-staying-decorator-1
      newsletter-staying-decorator-2

      Dziękujemy za zapis do newslettera!

      Sprawdź swoją skrzynkę mailową
      i kliknij link aktywacyjny, aby potwierdzić subskrypcję.

      newsletter-staying-decorator-1
      newsletter-staying-decorator-2