Heidi Murkoff jak urodzić i nie zwariować/ Fot. Archiwum

Heidi Murkoff: Ciąża to najwyższa forma siostrzeństwa. Zbliża kobiety niezależnie od tego, gdzie są i kim są

Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazku, choć w przypadku Heidi Murkoff matką wynalazku było macierzyństwo. Na dwie godziny przed porodem napisała „W oczekiwaniu na dziecko” – poradnik dla rodziców, który od 1984 roku ratuje przyszłe matki i ojców (w tym również mnie!) z wielu opresji związanych z okresem ciąży i rodzicielstwa. Książka doczekała się nawet adaptacji filmowej „Jak urodzić i nie zwariować?”, choć – zdaniem Heidi Murkoff – to nadal hollywoodzka wersja ciąży. Z królową bestsellerowej serii poradników rozmawiam o tym, czego można się spodziewać w ciąży i po porodzie, w czym tkwi fenomen jej książek i jak nie stracić rozumu, będąc młodą matką.

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobiłam, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, była wyprawa do najbliższej księgarni po poradnik „W oczekiwaniu na dziecko” Heidi Murkoff. Według wydawcy książki, ten wybór czynił mnie jedną z 19 milionów kobiet na całym świecie, które postanowiły w tym poradniku szukać wiedzy o nowej życiowej roli. Czytały go moje ciężarne koleżanki, matki od lat polecają go sobie na grupach dyskusyjnych, podkreślając, że praktyczne informacje, łatwe wskazówki i słowa otuchy w nim zawarte nieraz uchroniły je przed paniką. Dom Wydawniczy Rebis od blisko 30 lat wznawia kolejne wydania „W oczekiwaniu na dziecko”, podkreślając, że to absolutny precedens w kategorii poradników. Sukces bestsellerowych serii książek na temat ciąży i macierzyństwa sprawił, że Heidi Murkoff została uznana przez magazyn „Time” jedną z najbardziej wpływowych kobiet na świecie.

Los sprawił, że w momencie, kiedy ja spodziewałam się swojego pierwszego dziecka i coraz więcej czasu poświęcałam lekturze poradnika, do Polski przyjechała jego autorka. Z Heidi Murkoff spotkałyśmy się w restauracji przylegającej do warszawskiego hotelu Bellotto. Filigranowa, tryskająca od progu pozytywną energią Amerykanka zamówiła zimową herbatę, a w oczekiwaniu na nią zasypała mnie całą serią pytań o samopoczucie, miesiąc ciąży, płeć i imię dziecka, dopiero później to ja mogłam wejść w rolę pytającej.

Spotkanie z Heidi Murkoff
Spotkanie z Heidi Murkoff / Fot. Archiwum Hello Zdrowie

Marta Dragan: „Warto mieć przy łóżku i sięgać na bieżąco”, „Książka, która towarzyszyła mi przez całą ciążę”, „Najlepsza pozycja na rynku dla „młodych” rodziców” – to tylko kilka z wielu pozytywnych opinii na temat pani książki „W oczekiwaniu na dziecko”. Jak pani myśli, w czym tkwi jej fenomen? Dlaczego to właśnie ona jest tym pierwszym wyborem matek na drodze do szczęśliwego macierzyństwa?

Heidi Murkoff: Nie spodziewałam się, że moja książka zyska taką popularności i oczywiście nie dlatego ją napisałam. Ona powstała przede wszystkim z poczucia ogromnego niedosytu informacji i wiedzy. Kiedy zaszłam w ciążę, miałam mnóstwo obaw i tysiąc pytań, na które desperacko poszukiwałam odpowiedzi. Z dostępnych wówczas poradników nie dowiedziałam się, czego właściwie mogę się spodziewać w tym ekscytującym i jednocześnie trudnym okresie. Byłam ciężarna i kompletnie zagubiona. Chciałam, by inni rodzice spali nieco lepiej niż ja, dlatego na dwie godziny przed urodzeniem Emmy wysłałam do wydawnictwa zarys „W oczekiwaniu na dziecko”. Połączyłam najnowsze informacje z dziedziny medycyny i położnictwa i przełożyłam je na język zrozumiały dla mam i ojców. Kluczem jest tutaj empatia! Bo oczywiście te wszystkie wskazówki można usłyszeć od lekarza, ale przyszłym mamom zależy nie tylko na samym przekazie, ale przede wszystkim na jego formie i poczuciu zrozumienia potrzeb.

Czytając każdą kolejną stronę pani poradnika ma się wrażenie, jakby siedziało się na kawie z przyjaciółką, która ma za sobą te wszystkie ciążowe perypetie i doskonale wie, co może nas pocieszyć i uspokoić. 

Ciąża to jest taka najwyższa forma siostrzeństwa. To coś, co zbliża kobiety niezależnie od tego, gdzie są i kim są. Z własnego doświadczenia wiem, że ciężarne pragną czterech rzeczy: zdrowego dziecka, wsparcia, odpowiedzi na swoje pytania i bliskości. Potrzebują utwierdzenia w tym, że to, czego doświadczają jest normalne, że podobne problemy mają inne kobiety. Chcą mieć pewność, że prozaiczna sytuacja z butem, w którego nie mogą wcisnąć stopy, jest czymś normalnym, z czym inne ciężarne, którym puchną stopy, muszą się użerać. Tylko matka potrafi zrozumieć drugą matkę. I niezależnie od tego, gdzie pojadę czy to do Europy czy do Azji reakcje na moje książki są podobne.

Problemem wielu poradników jest to, że one wychodzą z jakiegoś bardzo konkretnego założenia (tylko poród naturalny, tylko karmienie piersią) a prawda jest taka, że każde doświadczenie ciąży jest inne, każda matka jest inna, każde dziecko jest inne i każdy ojciec jest inny. Zależało mi na tym, by każda czytelniczka znalazła w mojej książce poradę dla siebie, by nie czuła się w żaden sposób wykluczona. I tu nie chodzi o jakieś doktoryzowanie się z bycia ciężarną, ale o znalezienie odpowiedzi, rozproszenie obaw, odnalezienie wsparcia i pocieszenia.

Jak sprawić, by dzieci na zawsze zapamiętały rodzinne Święta?

Polecamy

Jak sprawić, by dzieci na zawsze zapamiętały rodzinne Święta?

Czytaj

Jak bardzo przez lata zmieniło się podejście do ciąży i macierzyństwa?

Kiedy pojawiło się pierwsze wydanie mojej książki, stosunek świata do matek ciężarnych był zupełnie inny. Nastawienie lekarzy było bardzo paternalistyczne – „to jest moja robota, ja się wszystkim zajmę, proszę się nie wtrącać, ja wiem najlepiej”. W tej chwili ta relacja jest dużo bardziej partnerska. Kobiety mają możliwość podejmowania decyzji, mają o wiele większą wiedzę, czasami zbyt dużą (śmiech), mają możliwość uczestniczenia w tym procesie, nie są od niego odsuwane.

Zmieniło się też postrzeganie społeczne ciąży. W latach 90. ciąża była czymś, co się ukrywało, zasłaniało wręcz dosłownie bardzo luźnymi strojami, nazywanymi zresztą później workami pokutnymi. Teraz, co zresztą widzę patrząc chociażby na panią, kobiety noszą przylegające, podkreślające ciążowe krągłości ubrania. Jednym słowem czerpią radość z tego stanu, celebrują go, nie ukrywają przed światem.

Ciąża jest teraz czymś, z czego można być dumnym, z czego można się publicznie cieszyć w myśl zasady: moje ciało się zmienia, kocham je.

Czy coś uległo zmianie w kwestii roli mężczyzn w procesie wychowania dzieci? Jaka jest pozycja mężczyzny w czasie ciąży?

W tym obszarze też wiele się zmieniło. Przykładem może być chociażby obecność ojców na sali porodowej. W Ameryce to standard już od pokoleń, ale w innych krajach nadal nie jest to wcale tak oczywiste. Niedawno byłam w Bukareszcie – tam panów bardzo rzadko dopuszcza się do porodu.

Jestem „tatwokatką”, zawsze stoję po stronie ojców i uważam, że błędne jest przekonanie, że skoro doszło do zapłodnienia, to rola ojca już się skończyła. Tata jest integralną i ważną częścią ciąży. W rodzicielstwie również nie ma nic takiego, czego ojciec nie potrafiłby zrobić równie dobrze jak matka, a w niektórych okolicznościach nawet lepiej.

Wiele kobiet ma skłonność do tego, by odsuwać mężczyzn od swoich spraw. Z jednej strony narzekają, że „ty mi nigdy nie pomagasz, nigdy nie sprzątasz, nigdy cię nie ma”, a z drugiej strony, kiedy jest coś ważnego, to uciekają do swoich matek, sióstr, przyjaciółek, odcinając się od mężczyzn.

Tymczasem ciąża to wspólne zadanie, warto angażować partnera w jej przebieg.

W ciąży cała uwaga bliskich spada na ciężarnej i na rosnącym w jej łonie dziecku. A co dzieje się w tym czasie w głowie mężczyzny?

Fakt zagnieżdżania się w ciele nowego życia jest dość abstrakcyjny dla samej kobiety, a co dopiero dla mężczyzny, w którego ciele nie dokonują się żadne fizyczne zmiany. Dlatego powinnyśmy im podtykać poradniki i zapraszać ich do współpracy, współudziału, żeby ciąża była procesem, w którym obie strony mają faktyczny udział.

Amerykańscy tatusiowie najbardziej lubią filmiki, które są w aplikacjach ciążowych, bo mogą na nich zobaczyć, jak rozwija się dziecko. To można zareklamować też polskim tatusiom, bo świadomość tego, co się dzieje z dzieckiem, zbliża do siebie rodziców. Takie wspólne zainteresowanie ciążą pomaga budować relację.

Heidi Murkoff - autorka bestsellerowych poradników dla rodziców

Heidi Murkoff – jej poradnik od 1984 roku ratuje przyszłe matki i ojców z wielu opresji związanych z okresem ciąży i rodzicielstwa / Zdjęcie: Materiały prasowe

Pozytywny wynik testu ciążowego sprawia, że u panów również następuje zmiana poziomu hormonów – spada poziom testosteronu, podnosi się poziom estrogenu. Ta zmiana utrzymuje się również w momencie, kiedy partnerka rodzi dziecko. Jednym słowem natura zadbała o to, by mężczyzna bardziej odnajdywał się w roli opiekuna niż w roli obrońcy czy wojownika. Mówię to, bo choć tylko kobieta może karmić dziecko piersią, to już umiejętność zapewnienia opieki i bliskości jest dana również ojcom, więc powinni ją w sobie rozwijać od pierwszych dni z dzieckiem. Bardzo ważny jest kontakt skóra do skóry nie tylko między dzieckiem a matką, ale również między dzieckiem a ojcem. U tatusiów wytwarza się oksytocyna i ten właśnie wyrzut oksytocyny wzmacnia związek, który trwa przez całe życie.

Ciąża to nie tylko wzniosłe chwile i okazja do celebracji. Ten etap w życiu kobiety rodzi też wiele obaw. Największe zawiązane są porodem. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać?

Przyszła matka ma prawo decydować o wielu rzeczach, tym gdzie urodzi, kto poprowadzi jej ciążę, kto ma być obecny przy porodzie, kto przetnie pępowinę, jakie procedury mają być zastosowane. Swoimi decyzjami ma prawo podzielić się z lekarzem, ginekologiem, położną, ale musi mieć otwarty umysł na to, że kiedy dojdzie do samego doświadczenia porodu, jego przebieg może nie być zbieżny z tym, co sobie założyła. Oczywiście może być tak, że wszystko punkt po punkcie będzie zgodne z jej planem porodu. Ale może się też okazać, że decyzje wynikające z postępowania medycznego, które lekarz będzie musiał podjąć, będą odbiegały od jej wizji.

Nie należy się tym zawczasu niepokoić ani przejmować, ponieważ tak naprawdę w porodzie liczą się dwa efekty – zdrowa matka i zdrowe dziecko.

Wiedza to potęga, warto czytać i konfrontować swoje wątpliwości ze specjalistami. Bardzo ważna jest też samoświadomość ciała, ponieważ nikt nie zna go tak dobrze jak my same. Jeśli więc cokolwiek budzi nasz niepokój, jeśli cokolwiek nie dzieje się tak jak powinno, nie tak jak zwykle, to najważniejszą rzeczą jest, żeby o tym głośno mówić, żeby informować o tym lekarza, bo w inny sposób się nie dowie.

W Polsce wiele kobiet ciężarnych korzysta z gabinetów prywatnych, co niesie za sobą określone koszty, ale jednocześnie w ogromnym stopniu zwiększa bezpieczeństwo. W Ameryce wygląda to podobnie?

W Ameryce wszystko zależy od ubezpieczenia – im wyższe ubezpieczenie, tym większa szansa, że będzie miała pani swojego lekarza, który będzie panią prowadził przez ciążę. Jeśli to ubezpieczenie jest – powiedzmy z niższej półki – to wtedy będzie to raczej jakaś przychodnia, gdzie za każdym razem będzie pani widziała inną lekarkę, te wizyty będą raczej krótkie i powierzchowne, a lekarz nie będzie miał czasu odpowiedzieć na wszystkie pani pytania.

W Stanach jest wysoki stopień porodów przez cięcie cesarskie, ponieważ lekarze obawiają się ewentualnych problemów związanych z naturalnym porodem i wynikających z nich procesów. Z kolei w Rumunii, skąd właśnie wracam, dowiedziałam się, że tam też jest bardzo dużo porodów przez cięcie cesarskie, ponieważ lekarze uważają, że naturalny poród to kłopot. Tak jest szybciej!

Kobieta powinna zostać wysłuchana, właściwie potraktowana, ale mam świadomość tego, że w pewnych sytuacjach czy właśnie w dużym państwowym szpitalu to jeszcze przez kilkanaście lat niekoniecznie będzie miało miejsce. Mam nadzieję, że doczekamy czasów, kiedy każda kobieta niezależnie od jej statusu społeczno-ekonomicznego otrzyma jak najlepszą opiekę. Inwestycje w zdrowie matek i dzieci powinny być pierwszoplanowe dla każdego rządu czy to w Stanach, czy Rumuni, czy Polsce, czy innym kraju na świecie. Bo bez dobrego startu trudno myśleć o szczęśliwej przyszłości.

W pani przekonaniu Ameryka robi wystarczająco dużo, aby wspierać matki?

Nie, absolutnie nie. Stany – choć są bardzo bogatym krajem – mają niezwykle wysoki współczynnik śmierci matek i dzieci. I to budzi powszechny niepokój i sprzeciw. Tak nie powinno być. W Stanach czynnikiem, którego pewnie w Polsce nie ma, jest rasa. Czarne matki traktowane są zawsze gorzej. Tutaj za przykład podam chociażby Serenę Williams, która ma wszystkie pieniądze świata, może kupić sobie wszystko, a kiedy doszło do porodu, potraktowano ją jak czarną kobietę. O mało nie zmarła na stole porodowym. To jest nie do zaakceptowania.

Czasami nawet nie chodzi tyle o technologię, co o zagwarantowanie rodzącej dwóch najważniejszych potrzeb – traktowania z szacunkiem i pewności bycia wysłuchaną.

To poczucie nieprzygotowania do tego, co wydarzy się nie tylko w trakcie porodu, ale również po nim, często przytłacza przyszłe matki.

Nie da się przygotować na 100 proc. można czytać książki, można dołączyć do grup dla matek, można wymieniać się wiadomościami z koleżanką, ale nie ma takiej możliwości, żeby przygotować się na absolutnie wszystkie ewentualności. Każde dziecko jest inne i przy każdym rodzicielstwie pojawiają się sytuacje, które trzeba rozwiązywać w biegu, z marszu.

Dość powszechne jest przekonanie, że w momencie, kiedy kobieta rodzi dziecko, niebiosa otwierają się i spływa na nią miłość macierzyńska, która trwa przez resztę życia. To niestety nie jest prawda. Oczywiście może się tak zdarzyć, ale zwykle jest to związek, który trzeba budować przez pewien czas.

Warto uświadomić sobie, że nie istnieje ktoś taki jak rodzic doskonały.

Popełniamy błędy, bo tak dzieje się wtedy, kiedy jest się na polu bitwy.

Jest mnóstwo porad jak być dobrym rodzicem, ale generalnie trzeba się trzymać dwóch podstawowych zasad: kochaj swoje dziecko bezwarunkowo i dbaj o to, by było zdrowe i bezpieczne.

Oczywiście, czasami nie będziemy kochały tego, jak dziecko płacze po nocy ani ciągłego zmieniania pieluch, ani tego, że mało sypiamy. Nie będziemy kochały tego, że czujemy się zmęczone, niedomyte, zaniedbane, rozbite, ale to mija. Jeśli będziemy trzymały się tych dwóch wytycznych, reszta jakoś się poukłada. Odnajdziemy się w tej rzeczywistości, która na początku nieco nas przerasta. Pielęgnacja noworodka i troska o jego prawidłowy rozwój to oczywiście duże wyzwanie, ale na szczęście rodzice są obdarzeni podstawowymi umiejętnościami, które pomagają im w tym przetrwać i temu wyzwaniu sprostać.

To, jak rozumiem, są te rady, jak urodzić i nie zwariować?

Tak, dokładnie (śmiech). Nie zwariować, to główna myśl, jaka powinna nam przyświecać w tych pierwszych latach macierzyństwa. Oczywiście życie się zmieni i nie mam tu na myśli tylko zmieniania pieluch. Może nie być czasu na sen, na to, żeby wziąć prysznic, na oddanie się dawnym przyjemnościom. Właśnie dlatego warto, żeby rodzicielstwo było grą zespołową, by mama miała chwilę dla siebie, a ojciec i dziecko mieli okazję wspólnie spędzać czas. Ale tę przestrzeń dla siebie trzeba sobie wygospodarować.

Kobiety zbyt wiele oczekują od samych siebie i też zbyt wiele oczekują od innych matek, zbyt łatwo siebie nawzajem oceniają. Mają zbyt wygórowane oczekiwania, zbyt wiele się spodziewają, przez co są wobec siebie nieustępliwe, są dla siebie surowe. Żeby w tym pędzie i ciągłym poczuciu presji nie zwariować, warto ustawić sobie drabinkę ważności. Przyjąć bez wyrzutów, że nie wszystko może być na pierwszym miejscu. Założyć, że najpierw skupiamy się na zdrowiu, dziecku, partnerze, a reszta jakoś musi sobie sama radzić, musi poczekać. Trzeba po prostu dać sobie żyć!

Bestsellerowa seria poradników dla przyszłych rodziców Heidi Murkoff, Dom Wydawniczy Rebis

Bestsellerowa seria poradników dla przyszłych rodziców Heidi Murkoff / Zdjęcie: archiwum prywatne


Heidi Murkoff – jest autorką światowych bestsellerów na temat ciąży i rodzicielstwa, czyli przede wszystkim „W oczekiwaniu na dziecko”, „Pierwszy rok życia dziecka”, „Drugi i trzeci rok życia dziecka” i „Dieta przyszłej matki”. Założyła też stronę WhatToExpect.com i Fundację What to Expect. Magazyn „Time” zaliczył ją w 2011 roku do grona 100 najbardziej wpływowych postaci na świecie.

    Sprawdź powiązane tematy

    Posłuchaj podcastów stworzonych przez mamy dla mam!

    Sprawdź