Dr Maciej Dębski / fot. fundacja Dbam o mój zasięg

„Odcięcie od nowych technologii zostawiłbym na jedną okoliczność – kiedy widzimy, że dziecko naprawdę przegrywa swoje życie”. O higienie cyfrowej i zdigitalizowanym dzieciństwie mówi dr Maciej Dębski

– To nie uzależnienie od sieci jest obecnie największym problemem młodzieży, lecz brak higieny cyfrowej. Jeśli z tym nie zrobimy porządku, rzeczywiście za 10-15 lat odwyki będą zapełnione przez młodych dorosłych, którzy nie wykształcili zdrowych nawyków, umiejętności radzenia sobie ze stresem, nudą, samotnością – mówi dr Maciej Dębski, socjolog problemów społecznych, edukator społeczny, fundator i prezes Fundacji DBAM O MÓJ Z@SIĘG.

Ewa Bukowiecka-Janik: W ciągu dwóch lat pandemii wszyscy doświadczyliśmy przeniesienia wszelkich aktywności do świata wirtualnego. Szkoła, zajęcia jogi, wykłady, spotkania z terapeutą – wszystko nagle stało się możliwe online i wiele z tych aktywności z nami zostało. To samo dotyczy dzieci i młodzieży. Co zatem znaczy „być offline” po tym dwuletnim eksperymencie?

Dr Maciej Dębski: Myślę, że teraz jest jeszcze trudniej być offline, niż przed pandemią. W ciągu ostatnich dwóch lat nowe technologie wchłonęły nawet tych, którzy wcześniej świadomie bronili się przed tym. Mam na myśli low-tech parents, czyli rodziców, którzy z wyboru odsuwają dziecko od wpływu nowych technologii, mając na uwadze fakt, że dzieci powinny wkraczać w ten świat małymi krokami. Zdalne zajęcia w szkole przykuły dzieci do ekranów na długie godziny, w wielu przypadkach dzieci nie były na to mentalnie gotowe i niestety nie było na to rady.

Pandemia w wielu domach załamała dotychczasowe standardy funkcjonowania, rytm dnia, zaburzyła nawyki – jednym słowem, zburzyła porządek i odebrała dzieciom i ich rodzicom poczucie bezpieczeństwa. Ta zmiana miała naprawdę dalekosiężne skutki. Badania, które prowadzimy w ramach fundacji DBAM O MÓJ Z@SIĘG pokazują, że po pandemii gorzej oceniamy nasze relacje. Budowanie ich online mocno różni się od budowania relacji w kontakcie na żywo, a to właśnie w ten sposób głównie „spotykała” się młodzież, gdy szkoły były zamknięte. Pogorszyły się głównie relacje dzieci z rodzicami i nauczycielami. Dwa lata to dla dzieci bardzo dużo.

„Być offline” zawsze będzie oznaczało być odciętym od wirtualnego świata. Nie słyszeć powiadomień, nie czytać newsów, nie przebywać w żadnym sensie w wirtualnej rzeczywistości. Teraz jest to tak samo ważne dla równowagi psychicznej, jak było dawniej, tyle że stało się o wiele trudniejsze.

Jednak zdarzyło się też coś dobrego: wiele osób otworzyło się na udział w różnych warsztatach, webinarach. Analogicznie, na edukację online otworzyły się też dzieci i młodzież, poznały jej możliwości. Czy to oznacza, że mamy to wszystko z życia wyciąć na rzecz „bycia offline”?

Nie, pod warunkiem, że zachowujemy higienę życia i że uczymy tej higieny nasze dziecko. Jeśli wszystko, co robimy w sieci, robimy świadomie i pamiętamy, że nawet spacer po lesie możemy spędzić online, jeśli co chwilę będziemy sięgać po pikający telefon, to negatywne konsekwencje będą o wiele mniejsze. Niestety wielu rodziców o tym zapomina. Nauka higieny cyfrowej sprowadza się do: „odłóż ten telefon”.

Mówiąc „higiena cyfrowa”, co pan ma na myśli?

Higiena cyfrowa to model używania nowych technologii, który poprawia zdrowie fizyczne, psychiczne, społeczne i duchowe. Jeśli któryś z tych elementów szwankuje, to znaczy, że coś należy zmienić.

Może chodzi o czas, a może o rodzaj oglądanych treści. Może to nawyk sięgania po telefon co chwilę – wtedy należy zrezygnować z trzymania telefonu ciągle przy sobie albo wyłączyć dźwięk powiadomień. Może chodzić o stworzenie alternatywy dla świata cyfrowego… Przyczyn i rozwiązań może być bardzo wiele, natomiast cel jest jeden – higieniczny tryb życia to taki, w którym to, co robimy, buduje nasz dobrostan.

Telefon dla dziecka – kiedy jest najlepszy czas?

Polecamy

Telefon dla dziecka – kiedy jest najlepszy czas?

Jak wynika z badań, polskie dziecko dostaje swój pierwszy telefon, gdy kończy 10 lat. W dużych miastach nawet wcześniej, przeważnie już wtedy, gdy zaczyna naukę w szkole. Rodzice decydują się na ten zakup, gdy uważają, że ich pociecha jest wystarczająco samodzielna i odpowiedzialna – sama wraca do domu po szkole, sama wychodzi bawić się z kolegami, a także dba o swoją własność.

Czytaj

Czy są jakieś sztywne zasady higieny cyfrowej?

Niewiele się mówi o wpływie nowych technologii na jakość snu. Nie powinniśmy przed snem patrzeć w ekran, a nawet zabierać telefonu do łóżka. Korzystanie z telefonu przy stole, czy podczas wspólnie spędzanego czasu, niektórzy nawet scrollują Facebooka, oglądając film z rodziną – to wszystko bardziej szkodzi, niż pomaga. Powinniśmy umieć wszyscy odłożyć telefony w jedno miejsce na kilka godzin, gdy prowadzimy normalne domowe życie rodzinne. Niestety, martwimy się często o nasze dzieci, a sami nie dostrzegamy, jakie wzorce przekazujemy. To nadal niszowa wiedza.

Internet otwiera szanse na bardzo fajne życie – dostęp do szeroko rozumianej kultury, edukacja, świadomość tego, co dzieje się na świecie, możliwość udziału w tym wszystkim. Natomiast nie osiągniemy fajnego życia, jeśli nie będziemy bliżej tej drugiej strony – czyli alternatywy dla świata cyfrowego. To jest fizycznie niemożliwe.

Co to znaczy?

Nikt z nas nie jest biologicznie przystosowany do podejmowania większości aktywności życiowych online. Do zdrowia potrzebujemy równowagi, a dla dzieci to szczególnie ważne, bo to w okresie dorastania dojrzewa nasza psychika i układ nerwowy.

Wielu nauczycieli zwraca na to uwagę, ale też jednoznacznie wynika to z badań – że coraz więcej uczniów doświadcza stanów depresyjnych, obniżonego nastroju, a nawet braku woli życia. I ma to bezpośrednio związek z tym, że potrafią żyć tylko online.

Przeprowadzaliśmy jako fundacja proste badania na grupie 50 tysięcy uczniów między 11. a 19. rokiem życia. Jest to pomiar psychologiczny, sprawdzający wolę życia. Badani mieli zaznaczyć na skali od 1 do 10, jak bardzo chce im się dziś żyć. 1 – wcale nie chce mi się żyć, 10 – w pełni chce mi się żyć. Przed pandemią średni wynik był bardzo blisko 8, teraz jest aż o 2 punkty niższy.

Konkluzja: nowe technologie są super, pod warunkiem, że nie powodują apatii życiowej, że nie tracimy przez nie znajomych, że nie cierpi na tym nasza samoocena oraz relacje z najbliższymi.

W jaki sposób rodzic ma się przebić do dziecka ze swoim przekazem, skoro konkurencja to hiperatrakcyjne gry, koledzy na czacie i YouTube?

Po pierwsze, nie należy zakładać, że nowe technologie i internet to nasi wrogowie. Jest wielu rodziców, którzy chcą iść na wojnę z tym, co oferuje cyfrowy świat. Zła wiadomość jest taka, że wojna ta jest z góry dla nas przegrana. Po drugie, najgorsze, co rodzic może zrobić to wycofać się ze świata cyfrowego i założyć, że dziecko poradzi sobie w nim samo. Fatalnym pomysłem jest udawanie, że tego, co dziecko najbardziej interesuje, nie ma. Możemy nie rozumieć, co pociąga dzieciaki na YouTube, czy w grach, ale nie mamy prawa udawać, że to nie istnieje.

Odcięcie się to najgorsze rozwiązanie, ale jednocześnie – zanim przystąpimy do grania z dzieckiem, czy ustalania zasad korzystania z sieci – powinniśmy pamiętać o kilku rzeczach. Przede wszystkim wielu rodziców nadal neguje fakt, że od nowych technologii można się uzależnić. Nadal zapominamy, że bodźce, jakie serwuje dziecku np. gra, sprawiają, że mózg jest na takim samym haju, jak po zażyciu substancji uzależniających. Rodzice to bagatelizują, uważają, że nawet jeśli jest to nałóg, to nie tak groźny, jak np. alkoholizm.

Jest to oczywiście nieprawda?

Tak, to mit. Uzależnienia behawioralne istnieją i mają taką samą szkodliwość jak wszystkie inne uzależnienia. Kolejna rzecz, o jakiej powinniśmy pamiętać, to, że internet jest bardzo ważny w realizacji potrzeb życiowych dzieci. To m.in. potrzeba przynależności, uznania, akceptacji, czy rozwoju. Każdy rodzic powinien sobie zdawać sprawę z tego, że jeśli jego dziecko korzysta z mediów społecznościowych, albo gra w gry sieciowe, to ono nie tylko szuka tam rozrywki, ale też akceptacji, szacunku, przynależności i kontaktu z ludźmi, którzy myślą podobnie i mają podobne zainteresowania. Ponieważ my jako dzieci zaspokajaliśmy te potrzeby bez internetu, wydaje nam się, że mamy prawo bagatelizować znaczenie świata cyfrowego. Tymczasem teraz to jest stała część rzeczywistości każdego z nas. Nasze dzieci dorastają w świecie, w którym internet jest ważną jego częścią, który go tworzy. Nie możemy tego pominąć, rozważając, na jakich zasadach dziecko powinno korzystać z nowych technologii.

Zadaniem rodziców jest przedłużyć swoją uważność, na to, co dziecko robi w ciągu dnia, czym się zajmuje, co je interesuje. Musimy brać pod uwagę całokształt i ocenić nie tylko proporcje zajęć offline i online, ale też ich jakość oraz to, w jaki sposób możemy razem z dzieckiem uczestniczyć w aktywnościach w sieci.

Wyobrażam sobie, że to jest możliwe tylko do pewnego momentu. Kiedy dziecko ma kilkanaście lat, jest samodzielne, ma swój świat i raczej nie będzie razem z rodzicem grało w Minecrafta.

Rzeczywiście, zasięg naszego rodzicielskiego wpływu jest ograniczony. Jednak jeśli zbudujemy z dzieckiem więź, która będzie ponad wszystkim, będzie nam o wiele łatwiej także, gdy dziecko będzie w sieci poruszać się samodzielnie.

W ramach jednego z badań zapytaliśmy młodzież szkolną o wzorce używania przez nich nowych technologii w dzieciństwie, czyli w okresie przed pójściem do szkoły. Pytania dotyczyły tego, czy mieli własne urządzenia, czy zdarzało im się tracić kontrolę nad czasem, jaki spędzają przed ekranem, jaki udział mieli w tym rodzice. Okazało się przede wszystkim, że im bardziej zdigitalizowane dzieciństwo, tym więcej problemów z nadużywaniem nowych technologii później. Największe problemy będą mieli rodzice, którzy udostępnili dzieciom nowe technologie, ale nie wchodzili w nie z dzieckiem do 10-12 roku życia. W uprzywilejowanej pozycji są z kolei rodzice, którzy w okresie dzieciństwa regulowali używanie nowych technologii przez dziecko różnymi zasadami. Jakie to są zasady, jest mniej istotne. Ważne jest, że rodzice są świadomi zagrożenia, interesują się tym, co robi dziecko przed ekranem, uczestniczą w tym i stawiają granice.

Mój syn dość sporo korzysta z nowych technologii, ale kiedy widzę, że idzie to w kierunku czystej rozrywki, która go zupełnie nie rozwija, to staram się proponować coś ciekawszego w zamian. Wtedy on nie ma poczucia, że zabieram mu telefon, tylko sam z niego rezygnuje.

Dzieci i pornografia – jak je chronić? Wyjaśnia psycholog Izabela Karska

Polecamy

Dzieci i pornografia – jak je chronić? Wyjaśnia psycholog Izabela Karska

Nikt tego za ciebie nie zrobi! Czego? Nie ochroni twojego dziecka przed pornografią. Większość dzieci pierwszy kontakt z tego typu treścią w internecie będzie miało przed 12 urodzinami. Pornografia działa destrukcyjnie na mózg dorastającego człowieka, jej oglądanie zmienia chemię mózgu, może uzależniać. To nie pozostaje bez wpływu na dalsze życie, na relacje, na sposób radzenia sobie z trudnymi emocjami. Dlatego zacznij już dziś! O tym, jak chronić dziecko przed pornografią rozmawiam z Izabelą Karską psychologiem, andragogiem, rzecznikiem prasowym Stowarzyszenia Twoja Sprawa, które m.in. organizuje szkolenia dla rodziców „Jak chronić swoje dziecko przed pornografią?”.

Czytaj

Ale czy taka czysta rozrywka, która nie rozwija, to faktycznie coś złego? Czy wszystko, co robi dziecko, musi być kreatywne i edukacyjne? I czy w każdym przypadku trzeba dać dziecku coś w zastępstwie? Ja np. nie zawsze animuję mojemu synowi czas „poza ekranowy”. Czasem po prostu proszę, by kończył grę, czy bajkę, i tyle. Zazwyczaj ponudzi się 5 minut i znajdzie coś, co chce robić analogowo. Podobnie niekoniecznie widzę zagrożenie w „głupich” rozrywkach ekranowych, jeśli są używane z umiarem. W końcu my-dorośli też nie zawsze oglądamy tylko ambitne filmy i czytamy tylko trudne książki.

Zgadza się, taka swoboda w korzystaniu z nowych technologii, ale też swobodna zabawa analogowa są ważne. Dziecko może wtedy poczuć się sprawcze, decyzyjne, może odkryć, co mu się podoba. Proponowanie dziecku różnych aktywności i zajęć na każdym kroku poniekąd osłabia jego autonomię, bo żeby się dobrze bawić, czy w ogóle jakoś zorganizować swój czas, dziecko ciągle potrzebuje rodzica, albo kolegów.

Problem polega na tym, że obecnie duża część młodzieży po prostu przewlekle się nudzi. Nie ma żadnych zainteresowań, a w takich okolicznościach sięgnięcie po telefon i „zapychanie się” shortami na YouTube jest najprostszym rozwiązaniem, które niczego dobrego nie uczy. Żadna skrajność w tym wypadku nie jest dobra: ani kategoryczne zakazy, ani izolacja, ani puszczenie wszelkich hamulców, ani nadmierne zaangażowanie rodzica. Chodzi o balans, równowagę.

Dlatego ważne jest, by rodzice podsuwali dziecku pomysły, zapisywali na zajęcia dodatkowe, które się dziecku podobają, ale też wchodzili w wirtualny świat w poszukiwaniu fajnych, edukujących aktywności. A od czasu do czasu powiedzieli „basta” i zostawili dziecko samo w pokoju.

Wyobraźmy sobie, że wchodzimy w cyfrowy świat naszych dzieci i zastajemy tam treści, których fenomenu nie możemy pojąć. Wydaje mi się to dość powszechne wśród rodziców – patrzymy na filmiki, gry, TikToka, słuchamy piosenek i w głowie nam się nie mieści, że można się tym „jarać”. Co zrobić w takiej sytuacji?

My nie musimy wszystkiego rozumieć i nie musimy podzielać tego entuzjazmu. Najgorsze, co możemy zrobić jako rodzice, nawet gdy dziecko przychodzi do nas z filmikiem patostreamera, to odcinać się. W takich okolicznościach warto obejrzeć to wspólnie i zapytać, co w tym fajnego widzi dziecko. Jeśli treści są ewidentnie szkodliwe, mamy prawo zabronić ich oglądania. Jeśli są tylko głupawe, ale nieszkodliwe, mamy prawo wyrazić swoją opinię i uzasadnić ją.

Bardzo ważne jest też, by w świat nowych technologii, ale też współczesnej kultury, wchodzić bez lęku. Nie bójmy się rozmawiać z 6-latkiem o serialu „Squid Game” czy pozwolić mu obejrzeć teledyski Ekipy. Podejdźmy do sprawy neutralnie, wyjaśnijmy, dlaczego serial ten nie jest dla dzieci, sprawdźmy, co jest fajnego w Ekipie. Nawet jeśli poczujemy, że jesteśmy „w tyle”, albo dostrzeżemy wiele zagrożeń, naprawdę o wszystkim można porozmawiać z dzieckiem na jego poziomie. Zamiast zabraniać ze strachu, uprzedźmy dziecko, czym jest cyberprzemoc, patostreaming, pornografia.

Obecnie 30 proc. 10-latków ma stały dostęp do pornografii. Nie oszukujmy się, że naszych dzieci to nie dotyczy. Tak jest od lat, a my wciąż jesteśmy przerażeni, zamiast działać. Trzeba to przyjąć za fakt, zdjąć tabu i porozmawiać z dziećmi, a nie wciąż łapać się za głowę, biadoląc „dokąd ten świat zmierza”. Oczywiście nie chodzi o bagatelizowanie problemu, bo pornografia w tak młodym wieku może bardzo wypaczyć podejście do ciała, do kobiet, mężczyzn, ich roli i relacji. Chodzi o to, by przestać się bać. Strach blokuje nasze umiejętności poznawcze. Nieuważny rodzic nawet nie zauważy, że jego dziecko np. ogląda filmy pornograficzne.

Całkowite odcięcie dostępu do nowych technologii zostawiłbym tylko na jedną okoliczność – kiedy widzimy, że dziecko naprawdę przegrywa swoje życie.

Na tej samej zasadzie alkoholik nie powinien mieć w domu alkoholu i najlepiej, by jego najbliżsi przy nim nie pili. Jednak naprawdę nie uzależnienie od sieci jest obecnie największym problemem młodzieży, lecz brak higieny cyfrowej. Jeśli z tym nie zrobimy porządku, rzeczywiście za 10-15 lat odwyki będą zapełnione przez młodych dorosłych, którzy nie wykształcili zdrowych nawyków, umiejętności radzenia sobie ze stresem, nudą, samotnością i tak dalej.

Znam przykład dziecka, które wychowywane było bez cukru, w przekonaniu, że cukier zabija. Idąc do szkoły, dziewczynka nie znała smaku czekolady. I kiedy zderzyła się ze światem zewnętrznym, przeżyła szok. Zaczęła w tajemnicy przed matką, zafiksowaną na szkodliwość cukru, jeść słodycze w takich ilościach, że dziś ma zaburzenia odżywiania i otyłość.

Otóż to. Sytuację ze światem cyfrowym możemy potraktować analogicznie – jeśli będziemy wykluczeni cyfrowo, będziemy też wykluczeni społecznie. Nam wszystkim brakuje naturalnej równowagi i trudno jest nam ją ustalać, dlatego, że świat się zmienia błyskawicznie. Świata, który był 3 lata temu już nie ma, nie wspominając o tym sprzed 10, czy 20 lat. Musimy aktualizować nasze nawyki i przekonania, być na bieżąco i wciąż od nowa oceniać, co jest dla nas dobre, a co nie, szukać tej równowagi. Na tym polega trud współczesnego rodzicielstwa w dobie totalnej digitalizacji. Mój syn nadużywa nowych technologii tylko wtedy, kiedy jestem leniwym rodzicem.

Albo rodzicem w potrzebie. Myślę, że wielu rodziców jest tak zmęczonych, że często po prostu wybiera mniejsze zło i pozwala włączyć bajkę, zamiast robić awanturę.

Tak, i nie ma w tym nic złego, jeśli zdarza się raz na jakiś czas, jeśli nie jest regułą. Bardzo złym doradcą jest poczucie winy, które pojawia się, gdy idziemy na łatwiznę. Wówczas łatwo o wniosek, że jesteśmy fatalnymi rodzicami i powinniśmy „trzymać musztrę” albo stanąć na głowie, żeby dziecku zapewnić jakościową rozrywkę. Jeśli zdarza nam się tak postąpić i ma to pozytywne skutki, to jest element naszej higieny, lecz jeśli to staje się naszym nowym standardem, powinniśmy zadbać o siebie. Od nowa przemyśleć, co możemy zrobić, by być mniej zmęczonym. W dobie pandemii stało się to trudniejsze, w dobie wojny też przeżywamy dodatkowe lęki, ale zawsze możemy zrobić coś, by było odrobinę lepiej albo żeby dać dobry przykład. Może, zamiast standardowego popołudnia warto wybrać się na spacer z dzieckiem i umówić się, że na ten czas nie bierzemy telefonów? To będzie adekwatna reakcja i wobec nas, i wobec naszych dzieci.

 

Dr Maciej Dębski – założyciel i prezes Fundacji. Socjolog problemów społecznych, wykładowca akademicki, edukator społeczny, ekspert w realizacji badań naukowych, ekspert Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, Fundator i Prezes Fundacji DBAM O MÓJ Z@SIĘG, autor/współautor publikacji na naukowych z zakresu problemów społecznych (bezdomność, przemoc w rodzinie, uzależnienia od substancji psychoaktywnych, uzależnienia behawioralne), autor/współautor dokumentów strategicznych, programów lokalnych, pomysłodawca ogólnopolskich badań z zakresu fonoholizmu i problemu cyberprzemocy zrealizowanych wśród 22.000 uczniów oraz 4.000 nauczycieli. W roku 2016 wdrożył pierwszy w Europie eksperyment społeczny odcięcia 100 osób na 72 godziny od wszelkich urządzeń elektronicznych (telefonów komórkowych, tabletów, internetu, gier on-line playstation, telewizji), który zakończył się sukcesem badawczym. Wykładowca w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego. Organizator obozów offline Relacje w Wakacje.

    Sprawdź powiązane tematy

    Posłuchaj podcastów stworzonych przez mamy dla mam!

    Sprawdź