Zbyt luźno postawione granice powodują brak poczucia bezpieczeństwa /fot. Getty Images Zbyt luźno postawione granice powodują brak poczucia bezpieczeństwa /fot. Getty Images

„Zbyt luźno postawione granice powodują brak poczucia bezpieczeństwa, a czasem nawet nieświadome przyzwolenie na ich przekroczenie” – mówi psycholożka Magdalena Musiał

– Bezpieczne granice pozwalają dziecku na budowanie relacji wśród członków rodziny, regulują uczucie bliskości i przynależności oraz wspierają pozytywny obraz siebie. Granice wyznaczane dziecku pomagają mu poczuć się bezpiecznie – dzieci wiedzą, jak poruszać się w swoim otoczeniu, a następnie w świecie – mówi psycholożka Magdalena Musiał.

Klaudia Kierzkowska: Dzieci potrzebują granic czy lepiej wychowywać je bezstresowo?

Magdalena Musiał: Jeffrey Young wyróżnił sześć potrzeb emocjonalnych, które każdy z nas posiada już od najmłodszych lat. Odpowiednie zaspokojenie tych potrzeb w dzieciństwie warunkuje późniejszy obraz zachowania się człowieka w życiu dorosłym. Jedną z nich jest potrzeba bezpieczeństwa – potrzeba bezpiecznej i stabilnej relacji, kontaktu z innymi, potrzeba opieki, empatii, akceptacji i szacunku. „W bezpiecznym domu rodzice są zawsze dostępni fizycznie i psychicznie. Nikt nie jest źle traktowany’’, pisał Young.

Potrzeba bezpieczeństwa jest jedną z najważniejszych, których zapewnienia potrzebuje dziecko. Jest podstawą jego zdrowego rozwoju zarówno w obszarze emocjonalnym, jak i fizycznym. My, dorośli, możemy mu ją zapewnić wyłącznie poprzez stawianie stabilnych granic.

W dzisiejszych czasach, w dobie dużej popularności „wychowania bezstresowego”, samo pojęcie „granice” wzbudza wiele kontrowersji. Przeciwnicy stawiania granic uważają, że dzieciom powinno dawać się prawo wolnego wyboru, przez co okazujemy im szacunek. Zwolennicy są zdania, że dzieci nie są jeszcze na tyle dojrzałe emocjonalnie, aby mogły same być ekspertami swojego życia oraz wyborów z nim związanych. Dzieci zazwyczaj podejmują decyzje w oparciu o swoje uczucia, inaczej niż my, dorośli.

Czym dokładnie są te granice?

Kiedyś granice oznaczały tylko nakazy i zakazy, które były stosowane wobec dzieci. Mały człowiek nie był partnerem w rozmowie, nikt nie brał pod uwagę jego podmiotowości ani jego potrzeb. W obecnych czasach wiele się zmieniło w tej kwestii.

Stawianie granic nabrało innego znaczenia. To obopólne dbanie o uczucia, potrzeby oraz opinie, zarówno dorosłego, jak i dziecka.

Jedną z charakterystycznych cech dzieciństwa jest odkrywanie i doświadczanie świata. Jasno postawione granice pozwalają na jego bezpieczną eksplorację. Jeśli dziecko zacznie to robić w sposób niebezpieczny, rodzice zareagują. Dzieci często „testują” dorosłych, aby zbadać ich reakcję na to, co robią, jak się zachowują. Kiedy dorosły nie będzie reagował, może dojść do nasilenia niebezpiecznych zachowań.

Magdalena Musiał fot. archiwum prywatne

Prawdą jest, że granice pozwolą dzieciom lepiej poznać siebie i zrozumieć swoją wartość?

Każdy z nas, a tym bardziej mały człowiek, potrzebuje poczucia własnej wartości do samorealizacji oraz bycia szczęśliwym w życiu. Wysokie poczucie wartości chroni przed wyrządzaniem krzywd emocjonalnych i fizycznych zadawanych przez innych ludzi. To właśnie my, dorośli, rodzice, którzy jesteśmy pierwszym autorytetem, głównym przewodnikiem, na wczesnym etapie kształtowania się osobowości dajemy dzieciom pierwszy wachlarz doświadczeń. Naszym zadaniem jest bycie w gotowości, dawanie dziecku wsparcia w trudnych momentach jego życia. To my tworzymy pierwszą część wartości u dziecka. Drugą dziecko buduje samo, dzięki własnym osiągnięciom i ocenom na bazie, którą mu daliśmy. Czynniki takie, jak samoakceptacja, świadomość swoich potrzeb, wartości, a przede wszystkim umiejętność stawiania granic, pomagają budować pozytywny obraz własnego „ja” u dziecka.

Bezpieczne granice pozwalają dziecku na budowanie relacji wśród członków rodziny, regulują uczucia bliskości i przynależności oraz wspierają pozytywny obraz siebie.

Granice wyznaczane dziecku pomagają mu poczuć się bezpiecznie – dzieci wiedzą, jak poruszać się w swoim otoczeniu, a następnie w świecie. To właśnie na bazie tych doświadczeń kształtuje się u dziecka poczucie własnej wartości i kompetencji, co pozwala na lepsze rozumienie siebie.

Granice dają poczucie ładu i bezpieczeństwa, a może szkodzą i ograniczają?

Zdarza się, że rodzicom z trudem przychodzi wprowadzanie zasad i reguł w rodzinnym życiu, mówienie „nie” w sytuacji, gdy czegoś nie chcemy, komunikowanie własnych rodzicielskich potrzeb. Czasami spowodowane jest to potrzebą, aby stworzyć własnemu dziecku lepsze warunki, tzn. takie, jakich sami nie doświadczyliśmy w dzieciństwie – bezwarunkowej akceptacji, wzrastania w poczuciu miłości i szacunku, budowania relacji partnerskich z dzieckiem. Towarzyszyć może temu poczucie, że granice będą zbyt ograniczać dziecko, hamować jego rozwój, redukować swobodę. Każdy z nas, dorosłych, rodziców, został wychowany w jakichś określonych warunkach, co dało nam nasz własny bagaż doświadczeń i wpłynęło na dalszy rozwój. Często, kiedy jesteśmy wdzięczni naszym rodzicom, chcemy powtórzyć model wychowania w stosunku do własnych dzieci. Niekiedy jest wręcz przeciwnie – chcemy za wszelką cenę ochronić nasze dzieci przed tym, czego sami doświadczyliśmy.

Zastanawiam się, czy osobowość dziecka ma wpływ na to, czy jesteśmy w stosunku do niego bardziej ulegli, czy stanowczy?

To bardzo istotny czynnik. Dzieci bardziej reaktywne mogą wzbudzać w nas potrzebę częstszego wyznaczania granic. Nasze decyzje będą wpływać również na etap rozwoju, na którym znajduje się dziecko. Małe dzieci potrzebują przede wszystkim bezpieczeństwa w eksploracji świata i dobrze byłoby, aby towarzyszyli im wtedy mądrzy, życzliwi dorośli, którzy stworzą im do tego bezpieczne warunki. Ze starszymi dziećmi można porozmawiać, przedyskutować i wspólnie wyznaczyć zasady obowiązujące w domu. Ważne, aby były one dla dziecka zrozumiałe. Nastolatek zazwyczaj neguje zastany porządek, chce przekraczać granice, potrzebuje przekonać się, że może działać inaczej niż otaczający go dorośli. Dlatego niekiedy mylnie może się w wydawać, że najlepszym sposobem na jego podmiotowość będzie zniesienie jakichkolwiek ograniczeń. Jednak nie jest to do końca dobre.

Brak granic, niezależność, swoboda w podejmowaniu decyzji byłyby dla młodego człowieka w porównywalnym stopniu spełnieniem marzeń, jak i doświadczeniem powodującym poczucie zagubienia.

Na czym polega trudna sztuka mówienia dziecku NIE?

Powinniśmy przede wszystkim dążyć do wewnętrznej spójności. Rodzic, który mówi „nie bo nie”, jest niewiarygodny dla swojego dziecka. Rodzic, który mówi „nie”, a czuje inaczej, zostaje z poczuciem winy. Prawdziwa odmowa może zaistnieć wtedy, kiedy rodzic myśli i czuje to samo oraz uwzględnia przy tym własne potrzeby oraz swojego dziecka. W takim wypadku stanowcze „nie” będzie naturalne i integralne. Jesper Juul twierdzi, że „nie” dla dziecka, to „tak” dla potrzeb i uczuć rodzica. Dzieci lubią, kiedy dorośli traktują je podmiotowo, rozmawiają z nimi jak równy z równym. Warto być autentycznym w relacji z dzieckiem i podczas odmawiania mu dbać o jasność reakcji i własnych odpowiedzi, okazywać dużo cierpliwości. Powinniśmy mówić do dziecka w sposób osobisty, wyrażając własne potrzeby i uczucia: „Chcę, abyś teraz wyrzucił śmieci”, zamiast „Jak nie wyrzucisz teraz śmieci, to będę na ciebie zły”. Zdecydowanie mówić „nie” w odniesieniu do tych samych rzeczy tak, aby dziecko mogło wyciągnąć własne wnioski. Wspierać zachowania pozytywne, chwalić za zachowania, które są dla nas rodziców pożądane. Im bardziej będziemy doceniać to, czego oczekujemy od dziecka, tym większa szansa na powtarzalność. Dbanie o szacunek i godność podczas rozmowy stanowi główny cel porozumiewania się. Dlatego warto pamiętać, że w rodzicielstwie bliskości chodzi o to, aby kłaść nacisk na jakość dialogu, a nie na przedmiot rozwiązań.

Ten sam Jesper Juul w książce „Nie z miłości” napisał „Szczere i stanowcze NIE jest często lepsze dla dziecka niż wymuszone TAK”. Jakie jest pani zdanie?

Nasze dzieci dopiero uczą się reguł i zasad panujących w świecie dorosłych i mają prawo do ich negowania na swój sposób. To, że odmawiamy zapłakanemu dziecku kolejnej zabawki czy pójścia na imprezę, nie czyni nas złym rodzicem. Wręcz przeciwnie. Uczymy dziecko, że w życiu nie można mieć wszystkiego, dzięki czemu będzie mu łatwiej znosić niepowodzenia i rozczarowania w przyszłości.

Jak asertywnie ustalać dziecku granice?

Asertywność nie jest najłatwiejszą sztuką dla rodzica w relacji ze swoim dzieckiem. Jest jednak najzdrowszym stylem komunikowania się.

Dziecko każdego dnia ma do czynienia z sytuacjami, w których asertywność ma kluczowe znaczenie dla jego rozwoju (interakcje z rówieśnikami, zadawanie pytań na lekcji, dzielenie się przedmiotami, zabawkami z innymi dziećmi). Jeśli rodzic nauczy się stawiać dziecku naturalne granice, nauczy je też radzić sobie z opisanymi sytuacjami. Ustalanie granic jest ważnym rodzajem rodzicielstwa. Nie jest to proste, bo dziecko będzie się bronić.

Powinniśmy pamiętać o asertywności, poszanowaniu swoich praw, a także i dziecka. Jak zrobić to mądrze?

W rodzicielstwie trzeba umieć przewidywać pewne sytuacje, być o krok do przodu od dziecka. Czasami nawet wyjście do sklepu lub do restauracji musi mieć odpowiedni plan. Najlepiej ustalić go wcześniej z dzieckiem. Warto sporządzić z dzieckiem „umowę”, stworzyć „Rodzinny Kodeks”. Niech ta umowa zostanie podpisana przez wszystkich domowników i umieszczona w widocznym miejscu. Podczas rozmowy z dzieckiem powinniśmy zwrócić uwagę na ton głosu, który powinien być ciepły, ale stanowczy. Ostry ton może tworzyć nadmierne pobudzenie. Krzyk jest formą agresji, postawą daleką od asertywności. Kluczowa jest konsekwencja i zdecydowanie. Zaufanie do decyzji jest niezwykle ważne. Nie oznacza to jednak, że dana granica zawsze będzie wyglądać tak samo, bo wiele zależy też od dyspozycji dnia i pełnej gotowości do bycia rodzicem.

„Ważne jest, abyśmy dbali o nasze zachowania, gesty i słowa, aby być drogą do szczęścia i dobrego samopoczucia naszych dzieci” – mówi psycholożka Sylwia Warchoł-Plucińska

Polecamy

„Ważne jest, abyśmy dbali o nasze zachowania, gesty i słowa, aby być drogą do szczęścia i dobrego samopoczucia naszych dzieci” – mówi psycholożka Sylwia Warchoł-Plucińska

– Rodzic jest wzorem do naśladowania jakby z nadania, bezwarunkowo. Dziecko ma pełne zaufanie do rodzica domniemując, że robi on wszystko najlepiej. Rodzice mają bardzo duży wpływ na dzieci poprzez własne zachowania, reakcje, słowa. W trakcie rozwoju dziecko buduje swoją własną tożsamość, przez co autorytet ewoluuje – mówi psycholożka Sylwia Warchoł-Plucińska.

Czytaj

Istotne są nie tylko granice postawione przez rodzica, ale i te wyznaczone przez dziecko.

Oczywiście, że tak. My, rodzice, powinniśmy pozwolić dzieciom mieć ich własne granice. Nie zmuszajmy do robienia „papa”, dawania buzi wujkowi i dzielenia się zabawką. Jeśli chcemy, aby nasze dziecko było wewnętrznie zmotywowane do przestrzegania ustalonych granic, musimy być stanowczy, pozostawać z nimi w kontakcie i słuchać jego uczuć. Pamiętajmy, że każdy z nas ma swoje potrzeby i emocje.

Dziecko można rozpieścić, dając mu dużo tego, czego naprawdę potrzebuje?

Dzieci potrzebują poczucia więzi i przynależności. Chcą czuć, że są kochane, rozumiane i mogą liczyć na wsparcie rodziców. Potrzebują naszego szacunku, przyjaznej atmosfery w domu, a przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Czy zaspakajając podstawowe potrzeby we właściwy sposób, możemy je rozpieścić? Uważam, że nie. Wczesne dzieciństwo traktować należy jako fundament dla dalszego rozwoju. To właśnie pierwsze lata życia dziecka decydują o tym, czy będzie umieć korzystać z bogactwa zdarzeń i kontaktów z przedmiotami oraz ludźmi. Aby rozwój dziecka przebiegał prawidłowo, musi być spełniony kluczowy warunek – poczucie bezpieczeństwa ze strony dorosłych. Zadaniem dorosłych jest stworzenie bezpiecznej, dostępnej dziecku przestrzeni, która zachęca do poznawania „nowego”, wychodzenia poza to, co jest już dziecku znane. Rolą rodziców jest nie tylko wzmacnianie i rozwijanie tych umiejętności, które dziecko nabyło w strefie aktualnego rozwoju, ale towarzyszenie dziecku podczas wkraczania w nieznane, w strefę najbliższego rozwoju. Responsywny rodzic, taki, który odpowiada na potrzeby dziecka, buduje autonomię, a nie rozpieszcza.

Zastanawiam się, czy bez granic własnych jesteśmy w stanie być życzliwi, empatyczni i hojni?

Życzliwość, empatia kojarzy się najczęściej z byciem miłym, wyrozumiałym dla innych, umiejącym współodczuwać. To wewnętrzna postawa, filozofia życia. Cechuje ludzi, którym zależy na dobrostanie innych. Wyróżniają się oni dobrą wolą i gotowością niesienia pomocy. Z radością dbają o potrzeby innych ludzi.

Kiedy znamy swoje granice, łatwiej zrozumieć nam potrzeby innych ludzi. Bez własnych granic sami nie dowiemy się, co lubimy, co jest dla nas ważne, jakie mamy potrzeby, warunki.

Przez to możemy czuć się pokrzywdzeni, odrzuceni lub niezrozumiani. Nie mając własnych granic, trudno nam współodczuwać.

Granice nie są murami, tylko ochroną siebie i własnych zasobów, z których czerpiemy, gdy budujemy każdą relację. A może się mylę?

W relacjach międzyludzkich można wyróżnić granice fizyczne i psychologiczne. Granice fizyczne wiążą się z naszym ciałem – tym, jak blisko dopuszczamy do siebie inne osoby. Oprócz granic fizycznych istnieją również granice psychologiczne. Nie są one widoczne, a ich obecność bardziej odczuwamy w naszym świecie wewnętrznych przeżyć. W sytuacji naruszenia granic psychologicznych zaczynamy odczuwać różnego rodzaju stany emocjonalne, pojawić się mogą takie emocje, jak złość, lęk, zdziwienie. Są bardziej zróżnicowane i indywidualne. Kształtują się podobnie jak cała nasza osobowość w kontakcie z ludźmi, z którymi pozostajemy w ważnych relacjach (w dzieciństwie przede wszystkim z naszymi opiekunami). Zdrowe granice nie są murami, dają nam poczucie bezpieczeństwa i autonomii. Natomiast zbyt sztywne mogą powodować samotność, izolację, brak intymnego kontaktu w relacjach z ludźmi. Zbyt luźne powodują brak poczucia bezpieczeństwa, a czasem nawet nieświadome przyzwolenie na przekroczenie granic. Zdrowe granice to takie, które zapewniają komfort osobie je stawiającej, a przy tym nie ranią innych ludzi. Takie granice nie są ani zbyt luźne, ani zbyt sztywne. Cechuje je zmienność, ale modyfikacje występują w konkretnych ramach i są dla innych osób zrozumiałe. Zdrowe granice są elastycznie dopasowywane do sytuacji, emocji czy samopoczucia i z takich czerpiemy, kiedy chcemy zbudować zdrową relację.

 

Magdalena Musiał — dyplomowana pedagożka specjalna, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i przedszkolnej oraz psychoterapeutka specjalizująca się w nurcie poznawczo-behawioralnym (CBT). Prowadzi terapię indywidualną dla dzieci, młodzieży i osób dorosłych. Członkini Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczo-Behawioralnej.

    Sprawdź powiązane tematy

    Posłuchaj podcastów stworzonych przez mamy dla mam!

    Sprawdź