Mama z dzieckiem w parku Mama z dzieckiem/ Zdjęcie: Pexels, Helena Lopes

Wzmacniamy odporność dziecka

Spis treści:

Zaczęło się. Jesień, gwałtowny spadek temperatur i wysyp dziecięcych infekcji. Trzy dni w przedszkolu – dziesięć w domu, znacie to? Zanim sezon przeziębień rozkręci się na dobre, warto jeszcze powalczyć o wzmocnienie odporności.

Wzmacniamy odporność dziecka – zabawa w ciepło/zimno

Rano zdarzają się już przymrozki, ale w słoneczne dni w najcieplejszym momencie doby temperatura może mocno podskoczyć. Słońce, deszcz, mgła i przenikliwy wiatr – klasyczna pogoda w kratkę. Czy mały organizm potrafi szybko dostosowywać się do takich gwałtownych zmian? Teraz właśnie powinno zaprocentować wakacyjne brodzenie w górskim strumyku i spacery po plaży. Hartowanie najlepiej kontynuować w warunkach domowych: naprzemiennym ciepło – zimnym prysznicem, porządnym wietrzeniem, uchylaniem okien na noc. Do wyjścia najrozsądniej będzie ubierać dzieci na cebulkę. Kilka cieńszych warstw pozwoli szybko reagować na zmiany aury. Podobno nie ma złej pogody, tylko nieodpowiednie ubrania. Kalosze, wodoodporne spodnie i porządny sztormiak to jesienny niezbędnik w szafie malucha.

Wzmacniamy odporność dziecka – ruch to podstawa

Sport z pewnością wyjdzie dzieciom na dobre. Nadwaga, krzywe kręgosłupy, a nawet problemy z nawiązywaniem kontaktów – rozsądny trening, gdy wejdzie w krew, zadziała profilaktycznie. I wcale nie chodzi o żaden wyczyn, po prostu dobrze jest mieć pasję, która oderwie od ekranu i każe wyjść z domu. Grafik zajęć pęka w szwach? Dojazdy zamieńcie na intensywny spacer, to już coś. Może uda się do szkoły jeździć rowerem, na hulajnodze albo deskorolce? Gdy robi się chłodniej, pustoszeją baseny. Błąd! Regularne pływanie świetnie buduje odporność dziecka. Owszem, to wyzwanie dla rodziców o mocnych nerwach, bo początkujący pływak może wracać z basenu z przeziębieniem, ale w końcu punkt krytyczny zostanie przekroczony i będzie już tylko lepiej.

Wzmacniamy odporność dziecka – co powinno znaleźć się na talerzu?

Zdrowie bierze się również z tego, co jemy. Jesień to ciągle ogromny wybór lokalnych owoców i warzyw, a słowo „lokalny” ma tu szczególne znaczenie. Drugie słowo-klucz to „sezonowy”. Widok dostępnych w marketach przez okrągły rok truskawek może uśpić naszą czujność, dlatego warto korzystać ze ściągawek (wystarczy w przeglądarce wpisać hasło „kalendarz sezonowości” i lista zakupów do warzywniaka gotowa), żeby wybierać to, co wyrosło w naszym klimacie, i na co właśnie jest sezon. Takie owoce i warzywa nie tylko smakują najlepiej (kojarzycie styropianowy smak styczniowych pomidorów?), ale też są pełne witamin.

    Sprawdź powiązane tematy