noworodek Dlaczego co drugie dziecko w Polsce rodzi się przez cięcie cesarskie? Istock.com

Cesarskie cięcie – dlaczego co drugie dziecko w Polsce rodzi się w ten sposób? Oto możliwe powody

Spis treści:

Bo poród naturalny to wyższa szkoła jazdy? Bo w Polsce nie można rodzić po ludzku? Bo kobiety coraz później zachodzą w ciążę? Bo to jedyna możliwość uratowania życia i zdrowia matki i dziecka? Dlaczego co drugie dziecko w Polsce rodzi się przez cięcie cesarskie? Sprawdź, co na ten temat sądzą Polki, ginekolog i autorki książki "Cesarskie cięcie i poród po cesarskim cięciu".


Odsetek cięć cesarskich w Polsce przekroczył próg 40 proc., plasując nasz kraj na trzecim miejscu w Europie, tuż po Turcji i Włoszech. To oznacza, że niemal co drugie dziecko w Polsce przychodzi na świat właśnie dzięki cesarce. Kiedy na oficjalnym profilu serwisu "Dzieci są ważne" pojawiła się informacja o wysokim odsetku cięć cesarskich w Polsce, internauci w komentarzach zaczęli wymieniać możliwe przyczyny takich statystyk. W zdecydowanej większości byli zdania, że problem tkwi w tym, że kobiety czują strach i lęk przed porodem naturalnym, podsycany opowieściami z porodówek.

"Myślę sobie, że to dlatego, iż poród naturalny w Polsce to jakaś wyższa szkoła jazdy. Poniżanie na sali porodowej, brak znieczulenia, brak wsparcia... Można by tu mnożyć przykłady, niestety" - wymienia Olga. "Gdybym miała rodzić drugi raz w Polsce to też chciałabym mieć tzw. cesarkę na życzenie" - dodaje.


Cięcie cesarskie - powodem brak możliwości "rodzenia po ludzku"

Jedna z pań przytoczyła teksty, które kobiety słyszą podczas porodu w wielu miejscach w Polsce. "Może dlatego, że kobietom obrzydło już wyzywanie od " jęczących krów ", miały przestać " drzeć ryja", czy "zamknąć mordę", bo nie ona pierwsza rodzi na tym świecie i to co, że boli. "Trzeba było nóg nie rozkładać" - podkreśla. Jej zdaniem możliwymi powodami, dla których kobiety rozważają cięcie cesarskie, są ból, strach, brak poczucia bezpieczeństwa i godności.

Wiele z komentujących kobiet potwierdza, że w Polsce nie istnieje "rodzenie po ludzku". "Rodziłam w Polsce w Poznaniu w szpitalu na Polnej (koszmar) i rodziłam w Anglii (znieczulenie zewnątrzoponowe) i to jest niebo i ziemia. Pomijając już w ogóle całą opiekę okołoporodową. W Polsce króluje kult matki boskiej cierpiącej, gdzie ta która miała gorszy poród, wygrywa. Nic dziwnego, że potem kobiety nie chcą i boją się rodzić naturalnie. A da się" - pisze Anna.

"Przerażają mnie te statystyki, dlatego że nimi są. Dla mnie nieludzkie jest wstawianie rodzącej kobiety i jej dziecka między cyferki i na tej podstawie mówienie, jak powinna rodzić. Czy rodzić po ludzku, to znaczy odmawiać kobiecie prawa do korzystania z osiągnięć współczesnej medycyny, która była rozwijana kosztem pokoleń kobiet?" - pyta kolejna internautka.


Cięcie cesarskie - powodem brak edukacji

Lęk przed porodem naturalnym wynika często nie z widzimisię pacjentek czy zasłyszanych historii, a z braku edukacji, na co zwraca uwagę jedna z komentujących. "Niestety wciąż wiele kobiet postrzega poród siłami natury jako średniowieczne tortury, co częściowo wynika z niewiedzy, częściowo z opowieści mam i koleżanek o porodach w strasznych bólach i z komplikacjami" - pisze Ania, tłumacząc, że panuje też mylne przekonanie o cesarce, która w opowieściach przedstawiana jest jako szybka i bezproblemowa. Tymczasem to poważna operacja obarczona wieloma komplikacjami.

"Myślę, że jest ogromne zadanie do wykonania przez lekarzy i położne, ale też inne kobiety żeby edukować przyszłe mamy" - podkreśla kobieta. Jej zdaniem jako społeczeństwo powinniśmy przestać demonizować poród siłami natury i idealizować cięcie cesarskie.

Ginekolog, dr Grzegorz Południewski w rozmowie z Hello Zdrowie potwierdza, że jednym z powodów wysokiego odsetka cięć cesarskich robionych na życzenie ciężarnych, jest brak edukacji.

– Bywa tak, i nie jest to odosobniony przypadek, że dopiero na sali porodowej kobieta zaczyna rozumieć, co to jest poród. Co wcale nie oznacza, że ta pani przez całe 9 miesięcy była leniwa. Jej po prostu nikt do tego nie przygotował. Nikt jej nie uświadomił, że jest to wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć – mówi dr Południewski. – Nie możemy patrzeć na kobiety jak na leniwe baby, które nie chcą rodzić. One po prostu obawiają się jakości porodu naturalnego, tego jak zostaną potraktowane, tego czy ich oczekiwania zostaną spełnione. Czują lęk przed każdym szpitalem. I to nie jest dobre zjawisko – podkreśla ginekolog.


Cięcie cesarskie - powodem wiek ciężarnej

Dr Południewski przyznaje, że na wzrost liczby porodów przez cięcie cesarskie ma wpływ tak naprawdę wiele czynników. Ginekolog zwraca między innymi uwagę na wiek, w którym statystyczna Polka zostaje mamą. Pierwsze dziecko – według danych Głównego Urzędu Statystycznego – rodzi, kiedy zbliża się do 30-tki.

– Kobiety rodzą coraz później, a to sprawia, że częściej niż kiedyś trafiają na oddziały patologii ciąży. Z tego właśnie względu wiele porodów kończy się cesarskim cięciem – wyjaśnia lekarz i przypomina, że ten zabieg chroni dziecko przed niedotlenieniem lub innymi powikłaniami. – To, że Polska znajduje się wśród krajów, które mają niską śmiertelność okołoporodową, jest w jakimś stopniu zasługą cięć cesarskich – dodaje.

Lekarz podkreśla, że cesarskie cięcie może uratować życie matki i dziecka, a także wpłynąć pozytywnie na jakość życia obojga.

Cięcie cesarskie - powodem ratowanie życia i zdrowia rodzącej i dziecka

Możliwy scenariusz porodu zakończonego cesarką, które uratowało zdrowie matki i dziecka, podają Magdalena Hul i Katarzyna Osadnik, autorki książki "Cesarskie cięcie i poród po cesarskim cięciu". Poniżej publikujemy jej fragment.

"Pierwsza ciąża, pierwszy poród. Rozpoczynają się regularne, średnio bolesne skurcze macicy, które powtarzają się co 8–10 minut. Kobieta postanawia udać się do szpitala (bardzo często decyzja ta zapada zbyt szybko, choć zgodnie z tym, co ciężarna usłyszała w gabinecie ginekologicznym). Uczucie ekscytacji miesza się z obawami. Towarzyszy jej gonitwa myśli: „Czy to już?”, „Na jaką położną trafię?”, „Czy to będzie dobry poród?”, „Czy dam radę urodzić?”. W stresie wydziela się adrenalina – hormon hamujący uwalnianie naturalnej oksytocyny, niezbędnej do prawidłowego przebiegu porodu.

Efekt izby przyjęć

Rodząca dociera do szpitala. Nowe miejsce, nieznani ludzie, procedury powodują zachwianie poczucia bezpieczeństwa. Organizm wydziela więcej adrenaliny. Następuje tzw. efekt izby przyjęć – osłabienie czynności skurczowej lub jej całkowite wyciszenie pod wpływem stresu. Czasem na dość długo.

Kroplówka z oksytocyną

Kobieta w takiej sytuacji może zostać odesłana na salę przedporodową, by tam oczekiwać na poród. Może jednak także pozostać na sali porodowej. A tam – według procedur – poród powinien iść do przodu, być wydajny – na „ratunek” przychodzi więc kroplówka z oksytocyną.

KTG i przymusowe unieruchomienie

Najczęściej efekt oksytocyny pojawia się dość szybko, ale skutkuje trudniejszymi do zniesienia doznaniami bólowymi. Często wymaga również niewygodnej pozycji leżącej, żeby udało się zrobić idealny zapis kardiotokogra czny (KTG). Musi on zarejestrować jednocześnie sygnały z tętna płodu i skurcze macicy. Powinien też być jednoznaczny, by na pierwszy rzut oka pozwalał personelowi oszacować stan płodu. Problem w tym, że w wymuszonej pozycji do KTG większości rodzących najzwyczajniej w świecie trudno wytrzymać. Nic dziwnego, kobieta podczas porodu potrzebuje ruchu. Tylko wtedy łatwiej radzić sobie ze skurczami, łatwiej efektywnie oddychać, łatwiej też o prawidłowe wstawienie się dziecka w kanał rodny i postęp porodu. Ale rodząca słyszy, że „musi na razie leżeć”. W ten sposób jej naturalne zasoby, które pozwoliłyby poradzić sobie z porodem, zmniejszają się gwałtownie z każdą chwilą.

Zakaz jedzenia

Mało tego, w większości szpitali w Polsce kobieta na sali porodowej nie może jeść, może tylko pić, ale wyłącznie przejrzyste płyny, w niewielkiej ilości. Tymczasem poród jest wysiłkiem porównywalnym do przebiegnięcia maratonu, a aktualne wyniki badań naukowych nie wykazały sensowności zakazu jedzenia podczas porodu.

Brak postępu porodu

Robi się więc naprawdę ciężko. Wymuszona pozycja, głód i sztucznie wzmocniona siła skurczu znacznie potęgują ból. Niegotowe, popędzane kobiece ciało, otwiera się opornie i powoli. Zwiększamy zatem dawkę oksytocyny. Kobieta jest wyczerpana, zaczyna wpadać w panikę lub popada w rezygnację. Czasem decyzja o cięciu cesarskim zapada w tym momencie – ze względu na brak postępu porodu. Bywa, że następują jeszcze kolejne interwencje: przebicie pęcherza płodowego, kolejne zwiększenie dawki oksytocyny... aż do chwili, gdy rodzące się dziecko, zmęczone długimi skurczami i wyczerpaniem matki, daje znak w postaci zaburzeń tętna, że to koniec. Szybko! Robimy cięcie cesarskie".

W tym przypadku cięcie cesarskie uratowało zdrowie, a może i życie rodzącej i dziecka. Ale - jak podkreślają autorki książki - dla obojga cesarka okazała się ratunkiem tak naprawdę przed tragicznymi skutkami niepotrzebnej medykalizacji porodu. "Czy więc naprawdę są powody do satysfakcji? I co się stało z zasadą Hipokratesa: Primum non nocere (Po pierwsze nie szkodzić)?" - pytają.

newsletter-main

Wszystko, czego potrzebujesz
na Twoim mailu

Newsletter Hellomama da Ci dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

    newsletter-main-decorator
    newsletter-staying

    Zostań z nami jeszcze chwilę!

    Zapisz się do newslettera HelloMama

    Zyskaj dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

      newsletter-staying-decorator-1
      newsletter-staying-decorator-2