„Rodzice mają nierealistyczne oczekiwania wobec snu swoich malutkich dzieci” – mówi Magdalena Komsta, twórczyni bloga wymagajace.pl „Rodzice mają nierealistyczne oczekiwania wobec snu swoich malutkich dzieci” – mówi Magdalena Komsta, twórczyni bloga wymagajace.pl

„Mamy nierealistyczne oczekiwania wobec dzieci”

– Często słyszymy od bliskich czy znajomych, że wszystkie dzieci już dawno przesypiają noce. W rodzicach powstaje niepokój, że robią coś nie tak albo że z ich dzieckiem jest coś nie tak – mówi Magdalena Komsta autorka bloga wymagajace.pl Rozmawiamy m.in. o idei wychowywania dzieci w duchu rodzicielstwa bliskości, problemach ze snem u maluchów i o tym, dlaczego Polki, choć inicjują karmienie piersią, to z niego rezygnują.

Ewa Podsiadły-Natorska: Zacznę wprost: czy ma pani dzieci? Pytam o to, bo bardzo jestem ciekawa, jakie są kulisy powstania bloga wymagajace.pl.

Magdalena Komsta: W 2015 roku urodziłam córkę, która okazała się dzieckiem wymagającym. W polskim internecie niewiele było wtedy stron poświęconych High Need Babies. Na polskim rynku była dostępna tylko jedna książka, natomiast brakowało mi porad i wsparcia dla rodziców mających dzieci, które potrzebują wszystkiego więcej. Pomyślałam wtedy, że stworzę miejsce, które będzie nie tylko wsparciem, ale które przede wszystkim będzie proponować materiały w oparciu o wiedzę naukową – dla rodziców dzieci w wieku 0-3 lata. Okazało się, że rodzice tego potrzebują. Społeczność zgromadzona wokół bloga stopniowo się rozwijała, pojawiły się konsultacje, warsztaty, szkolenia.

Pani kwalifikacje są godne podziwu. Zdobyła je pani w odpowiedzi na potrzeby swojego dziecka?

Jestem pedagożką i psycholożką, natomiast dopiero po urodzeniu córki i różnych przygodach z karmieniem piersią, postanowiłam dokształcić się we wspieraniu innych mam w naturalnym karmieniu. Zrobiłam kurs promotora karmienia piersią, szkolenie doulowe (doula – kobieta oferująca wsparcie emocjonalne i fizyczne innym kobietom podczas ciąży, porodu oraz połogu – przyp. red.) i szkolenie z zakresu prowadzenia aktywnej szkoły rodzenia. Wszystko po to, by poszerzyć wiedzę z różnych dziedzin. Wydawało mi się, że potrzeba holistycznego spojrzenia na maluchy i wsparcia dla rodziców.

Pomówmy na temat, który spędza sen z powiek rodzicom dosłownie. Chodzi o sen malutkich dzieci. Z czym rodzice mają największy kłopot, z jakimi problemami się do pani zgłaszają, z czym sobie nie radzą?

Największy problem polega na tym, że jako rodzice mamy nierealistyczne oczekiwania wobec snu naszych dzieci. Często słyszymy od bliskich czy znajomych, że wszystkie dzieci już dawno przesypiają noce, nie budzą się, zasypiają samodzielnie itp. W rodzicach powstaje niepokój, że robią coś nie tak albo że z ich dzieckiem jest coś nie tak. A prawda jest taka, że dzieci nie są biologicznie zaprogramowane do tego, żeby przesypiać noce od samego początku. Nie są też biologicznie zaprogramowane do tego, żeby się samodzielnie uspokajać i samodzielnie zasypiać. Znaczna część z nich będzie dosyć długo potrzebować wsparcia rodziców w procesie zasypiania i regulacji emocji. Często porównujemy się do innych, a prawda też jest taka, że inni rodzice czasem koloryzują albo nie pamiętają, zwłaszcza jeśli są to nasi rodzice czy dziadkowie. Pamięć działa tak, że po kilkudziesięciu latach pamiętamy raczej to, co było dobre. Dlatego opowieści o tym, jak to kiedyś wszystkie dzieci same zasypiały, same spały, rezygnowały z pieluchy przed rokiem, wszystko chętnie jadły trzeba dzielić przez cztery.

Czy jednak są jakieś błędne zwyczaje powtarzane przez rodziców, które mogą wpływać niekorzystnie na sen dziecka?

Jest kilka takich rzeczy. Przede wszystkim mamy tendencję do tego, by kierować się zegarkiem, zamiast patrzeć na dziecko. Niektóre dzieci kładzione są do łóżka zbyt wcześnie i u nich problemy z zasypianiem wynikają z tego, że nie są jeszcze wystarczająco zmęczone. Chciałabym obalić mit, że wszystkie dzieci chodzą spać o 19. Nie, nie wszystkie. Są oczywiście dzieci, które wcześnie zasypiają i wcześnie się budzą, ale mamy też dzieci – a później dorosłych – którzy chodzą spać później i później wstają. Dopóki taki model funkcjonowania odpowiada rodzinie, to nie trzeba nic z tym robić.

Druga rzecz, na którą zwróciłabym uwagę, jest taka, że snowi nie sprzyja współczesna elektronika, czyli ekspozycja na światło niebieskie z ekranów telewizorów, smartfonów, tabletów, laptopów. Nasze dzieci mają z nim dość dużo kontaktu – nawet niemowlaki. Czasami rodzice nie włączają bajek, ale telewizor gra w tle. A każda ekspozycja na światło niebieskie opóźnia wydzielanie hormonu snu i utrudnia zasypianie. To jest aktualnie bardzo duży problem i u dzieci, i u dorosłych.

Trzecia rzecz: niewłaściwe przygotowanie sypialni. Zwykle jest tak, że mamy tendencję do przegrzewania dzieci. Wydaje nam się, że powinny mieć ciepło, natomiast dobra temperatura do snu dla maluszków nie powinna przekraczać ok. 20 stopni Celsjusza. W sypialni powinno być więc dosyć chłodno, a powietrze powinno być nawilżone. Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, z którą rodzice mają kłopot. Chodzi o to, że sypialnia powinna być całkowicie zaciemniona. Rodzicom się wydaje, że dzieci potrzebują światła, dlatego często nawet noworodkom zostawiają malutką lampkę włączoną na całą noc. Nie ma takiej konieczności. Wręcz jest to błędem z punktu widzenia higieny snu. Spać powinno się w całkowitej ciemności. Oczywiście jeśli mamy przedszkolaka, który boi się ciemności, to możemy zastanowić się np. nad światełkiem w korytarzu, ale w przypadku małych dzieci absolutnie nie ma potrzeby, żeby zostawiać włączone światło, bo będzie to zaburzało naturalny mechanizm snu.

Co pani sądzi o treningach snu, nauce samodzielnego zasypiania?

Nie jest prawdą, że dzieci muszą się nauczyć spać. Dzieci już jak się rodzą, to potrafią spać; w brzuchu mamy 80 proc. czasu spędzają, śpiąc i śniąc. Jako rodzice mamy nierealistyczne oczekiwania wobec noworodków, niemowląt czy małych dzieci, że będą potrafiły samodzielnie się wyciszyć i obniżyć swoje pobudzenie. Natomiast one mają na tyle niedojrzały mózg, że dosyć długo potrzebują wsparcia drugiej osoby, która reguluje ich emocje. Żebyśmy zasnęli, musimy czuć się bezpiecznie. Dlatego nawet dorosłym w hotelu czy w poczekalni na dworcu często trudno jest zasnąć. Po prostu nie czujemy się tam dostatecznie komfortowo. Niektóre dzieci ze względu na swój temperament będą się łatwo same wyciszały i samodzielne zasypianie wystąpi u nich bardzo szybko, bez naszej interwencji. Ale niektóre dzieci będą dłużej potrzebowały wsparcia rodzica i warto im go udzielać.

Każde dziecko nauczy się w końcu samodzielnie zasypiać?

Tak. I nauczy się w końcu przesypiania nocy, chociaż pamiętajmy, że w nocy przebudzamy się wszyscy – dorośli również. Tylko będzie to wyglądało tak, że dziecko się przebudzi, przekręci na drugi bok i będzie spało dalej. Ten proces trochę trwa i nie warto go przyśpieszać. Nie mamy dowodów na to, żeby metody wywołujące u dziecka płacz, lęk, złość, poczucie zagrożenia były konieczne, a mamy dowody na to, że są nieskuteczne długofalowo i mogą negatywnie wpływać na więź dziecka z rodzicem.

Jeżeli dziecko czuje, że nie może liczyć na rodzica w nocy, kiedy się obudzi, przestraszy czy gdy coś je zaboli, to wpływa to ujemnie na jego poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości i relację z rodzicem.

Są jakieś ramy czasowe, kiedy dziecko powinno zacząć przesypiać noce?

Z punktu widzenia biologii dzieci zaczynają mieć wzorzec snu taki jak osoba dorosła między 3. a 5. rokiem życia. Dopiero wtedy ich mózg w kontekście snu funkcjonuje tak samo jak mózg dorosłego – albo bardzo podobnie. Co nie znaczy, że pięciolatki już się nie budzą w nocy. Pierwsze 2, 3 lata są dla rodziców trudne i ja to bardzo dobrze rozumiem, szczególnie dla rodziców dzieci wymagających, z trudniejszych temperamentem. Jednak każde zdrowe dziecko będzie w końcu zasypiało samo i przesypiało noc. Ale warto podkreślić, że chodzi właśnie o zdrowe dziecko. Jest wiele chorób, zaburzeń czy niedoborów, które wpływają negatywnie na sen u dzieci. Wtedy trening snu nie jest odpowiedzią właściwą – właściwą odpowiedzią jest postawienie diagnozy i znalezienie przyczyny, która powoduje, że np. dziecko od roku budzi się w nocy co godzinę. Bo to nie jest już kwestia tego, że dziecko nie przeszło treningu snu, ale to może być kwestia alergii, choroby refluksowej czy innych schorzeń.

Czyli jeśli pobudki się nasilają i trwa to dłuższy czas, powinniśmy zareagować.

Zachęcam do tego, by poprzyglądać się własnemu dziecku, zapisać swoje spostrzeżenia. Jeżeli coś trwa dłużej niż 3 miesiące albo występują dodatkowe objawy, które nas niepokoją w zachowaniu dziecka (w nocy bądź w nocy oraz w dzień), to diagnoza pediatryczna, a później specjalistyczna będzie bardzo ważna. Nie należy zrzucać wszystkiego na skoki rozwojowe czy ząbkowanie, bo czasami są choroby współistniejące, które nie pozwalają dziecku spać. Ono umie i chce spać, ale coś mu w tym przeszkadza.

Jako matka długo karmiąca swoje dzieci przejdę do mojego ulubionego tematu, czyli karmienia piersią. Czy dzieci karmione naturalnie budzą się częściej? Czy karmiąca mama może się wysypiać?

Jak popatrzymy na dzieci do 3. miesiąca życia, to jak mówią badania, dzieci karmione piersią budzą się o pół raza częściej każdej nocy. Dziecko karmione mlekiem modyfikowanym budzi się średnio 3 razy na noc, a dziecko karmione piersią – 3,5 raza. Te różnice są więc niezbyt duże. Po okresie rozszerzania diety, czyli po 6. miesiącu, różnice się zacierają i wtedy dzieci karmione naturalne oraz sztucznie statystycznie budzą się równie często. Prawda jest taka, że dzieci karmione piersią budzą się na nieco krócej i, analogicznie, rodzice budzą się na krócej. W przypadku dzieci karmionych mieszanką dochodzi czas potrzebny na przygotowanie porcji mleka, co rozbudza mamę bardziej niż karmienie piersią. Badania pokazują, że karmiąca piersią matka śpi o ok. 45 minut dłużej każdej nocy w porównaniu do matki karmiącej mlekiem modyfikowanym.

Cały czas pokutuje u nas mit, że zmiana karmienia piersią na mieszankę sprawi, że dziecko zacznie przesypiać noce.

Obalam. Z doświadczenia wiem, że to nieprawda.

Właśnie. Mam mnóstwo doświadczeń rodziców, którzy próbowali wprowadzić mleko modyfikowane i nijak nie wpłynęło to na liczbę pobudek u dziecka. Właśnie dlatego, że dzieci budzą się z różnych powodów. My opiekujemy się całym dzieckiem, a nie tylko jego układem pokarmowym. Współczesne mleka modyfikowane mają podobną kaloryczność co mleko kobiece, więc nie jest tak, że mieszanką dziecko naje się bardziej. Absolutnie nie. W kontekście karmienia piersią warto pamiętać dwie rzeczy. Pierwsza: karmienia nocne z punktu widzenia laktacji są ważne. Mleko nocne jest nieco tłustsze, bardzo dobrze odżywia zarówno całe dziecko, jak i jego mózg. Druga: warto skupić się na tym, by w nocy móc karmić jak najwygodniej. Żeby mieć dziecko stosunkowo blisko siebie, najlepiej w tym samym pokoju. Chodzi o to, żeby się nadmiernie nie wybudzać, szukając czegoś, zapalając światło itp. Dlatego warto nauczyć się karmienia na leżąco.

Wiele matek wierzy, że po odstawieniu dziecka od piersi maluch zacznie przesypiać całe noce.

Tak się raczej nie zdarzy od razu, choć są dzieci, które faktycznie przestają się budzić już na drugą noc po odstawieniu. Ale są to raczej dzieci po 2. roku życia niż młodsze. Mam dużo takich doświadczeń, że dzieci odstawione od piersi wcześniej niż 1,5 roku czy 2 lata po zaprzestaniu karmienia budzą się dokładnie tak samo jak wcześniej, tylko w nocy już nie jedzą. Są za to przytulane, głaskane, trzeba im śpiewać albo je nosić. Nie polecałabym absolutnie metod typu kasza podana w butelce na noc. One nie tylko nie mają wpływu na przesypianie nocy przez dzieci, ale też stwarzają większy potencjał rozwoju próchnicy, nadwagi i otyłości.

Półtoraroczne czy dwuletnie dziecko raczej nie budzi się w nocy z głodu. Może chce się przytulić?

Żywienie dzieci jest ważne i warto w ciągu dnia podawać maluchom odpowiednią liczbę posiłków, dbając o to, żeby były one kaloryczne, wartościowe. Ale ja o kobiecej piersi lubię mówić, że ona jest niczym multitool – scyzoryk, który ma wiele funkcji. Pierś nie tylko zaspokaja potrzebę głodu, ale też potrzebę pragnienia, potrzeby emocjonalne czy sensoryczne. My do końca nie wiemy, dlaczego dziecko się budzi: czy akurat jest głodne, czy chciało się przytulić, czy coś mu się przyśniło, czy coś je boli, czy ząbkuje itp. Pierś na te wszystkie problemy odpowiada. Gdy pozbywamy się tego narzędzia po odstawieniu, to trudno liczyć, że wszystkie te potrzeby dziecka nagle znikną. One zostaną, tylko trzeba je będzie zaspokajać w inny sposób.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, żeby karmić wyłącznie piersią przez pierwsze pół roku życia dziecka i kontynuować karmienie do 2. roku życia albo i dłużej. Czy matki, z którymi ma pani styczność, karmią tak długo?

Z badań wynika, że do roku piersią karmi 10 proc. Polek. Po roku takich badań nie mamy, ale matek dalej karmiących będzie znacznie mniej, bo kobiety często wracają wtedy do pracy. Niektóre mamy z tego powodu odstawiają dziecko od piersi. Niestety, brakuje u nas systemowej edukacji, pomocy, wsparcia dla mam, które chciałyby karmić. W Polsce karmienie inicjuje ok. 98 proc. matek! Oznacza to, że aż tyle kobiet karmi swoje dzieci piersią zaraz po porodzie, ale z jakiegoś powodu potem przestają. Najczęściej dlatego, że doświadczyły jakiejś trudności w karmieniu piersią i nie otrzymały odpowiedniego wsparcia. W dużych miastach, gdy matka ma odpowiednie zasoby finansowe, to takie wsparcie może znaleźć, choć nie jest to proste, bo doradczyń czy konsultantek laktacyjnych jest niewiele. Ale już w mniejszych miejscowościach czasami najbliższa konsultantka laktacyjna, za której wizytę trzeba zapłacić, mieszka 80 km dalej. W połogu, z noworodkiem, który płacze, bo nie umie ssać, przejechanie tylu kilometrów, zapłacenie za wizytę i powrót staje się bardzo kłopotliwe.

Polskie mamy chcą karmić, ale nie karmią, bo napotykają różne trudności i brakuje im wsparcia rodzinnego.

Rodzinnego?

Kobiety urodzone w latach 70. czy 80. to pierwsze pokolenie, które aktywnie karmi piersią. Nasze matki raczej nie karmiły naturalnie albo karmiły bardzo krótko, bo wtedy było mocno promowane karmienie butelką. Jesteśmy w zasadzie pierwszym pokoleniem, które dopiero oswaja się z karmieniem piersią. Dlatego często nie otrzymujemy wsparcia od bliskich. Młode mamy słyszą: „Twoje dziecko się nie najada, masz za chude mleko, a może coś zjadłaś, te kolki to na pewno od mleka”. Gdy zabraknie osoby, która coś podpowie, pomoże, to można tym sugestiom ulec, zwłaszcza w okresie połogu czy w pierwszych miesiącach, kiedy hormony po porodzie nie ułatwiają radzenia sobie z różnymi trudnościami. Niestety też marketing mleka modyfikowanego jest bardzo skuteczny.

Propaguje pani ideę rodzicielstwa bliskości. Często można spotkać się z opinią, żeby nie nosić dziecka, nie bujać, bo się przyzwyczai, a rodzic nie powinien reagować na każde jęknięcie malucha. Jaka jest pani opinia o tzw. zimnym wychowie?

Wracamy do tego, że słabo wiemy, jakie potrzeby mają nasze dzieci. Potrzeba dotyku czy stymulacji sensorycznej jest tak samo istotna dla mózgu jak potrzeba jedzenia. Gdy badano mózgi małych dzieci, to okazało się, że mózg niemowlaka, który dostaje za mało dotyku, odczuwa to jako ból lub głód. Dobrze byłoby więc zacząć myśleć o dzieciach holistycznie. Ich mózgi nie tylko potrzebują, by maluch był nakarmiony mlekiem, ale też potrzebują tego, by był nakarmiony kontaktem fizycznym z drugim człowiekiem. Zrozumieliśmy to w kontekście wcześniaków. Kangurowanie jest już stałym elementem opieki nad dzieckiem urodzonym przedwcześnie, a cały czas nie dotarło do nas, że wszystkie niemowlaki i małe dzieci mają bardzo dużą potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem. Potrzebują tego, by móc się rozwijać.

Nie da się przyzwyczaić dziecka do noszenia i kołysania, bo dziecko rodzi się już do tego przyzwyczajone. Ono było przecież kołysane przez 40. tygodni ciąży.

I tak naprawdę to, co robimy po porodzie, to powolne odzwyczajanie dziecka od noszenia i kołysania. W literaturze mówi się o tym, że dzieci rodzą się jako „zewnętrzne płody”. Są tak niedojrzałe i niesamodzielne w porównaniu z innymi zwierzętami, że prawdopodobnie ciąża ludzka powinna być o 9 miesięcy dłuższa. Do momentu, kiedy dziecko nie zacznie raczkować, jest kompletnie niemobilne. Nie jest w stanie uciec przed drapieżnikiem. Może tylko wołać, czyli krzyczeć albo płakać. Niereagowanie na te komunikaty dziecka uczy je, że nikt go nie słucha, że nie jest się ważnym. Że to, co dzieci próbują przekazać, jest dla rodziców nieistotne. Dziecko nie powinno budować w sobie takiej świadomości od pierwszych miesięcy życia. Powinno budować w sobie świadomość, że jest ważne, istotne, wysłuchiwane. Rodzic jest dla niego istotą, która go wspiera, przenosi z miejsca na miejsce, zaspokaja jego potrzeby. Zachęcam do tego, żeby reagować adekwatnie i w miarę szybko na komunikaty wysyłane przez dziecko. Dzieci, na których komunikaty się nie odpowiada, wycofują się z nawiązywania relacji z drugim człowiekiem i z budowania zaufania względem ludzi.

To musi mieć wpływ na całe późniejsze życie.

Tak, bo w ten sposób tworzą się schematy przywiązania, czyli to, jak ja funkcjonuję w relacjach z innymi ludźmi, czego mogę od nich oczekiwać.

Prowadzi pani grupę wsparcia dla rodziców na Facebooku. Czy współczesny rodzic jest dobrze przygotowany do nowej roli? Jest zainteresowany nowinkami, ma wiedzę?

Jest duża grupa rodziców, którzy nie mieli doświadczenia z dziećmi i pierwsze dziecko, które trzymają na rękach, to ich własne. Dotyczy to zwłaszcza rodziców mieszkających w dużych miastach, z dala od rodziny. Wtedy poza uczuciem satysfakcji i szczęścia, że dziecko się urodziło, czasami pojawia się lęk, bo nie mamy doświadczenia, które miało się kiedyś w rodzinach wielopokoleniowych. Teraz rodzice są zaskoczeni, jak wygląda życie z małym człowiekiem. Druga rzecz jest taka, że rodzice chętnie się edukują, czytają, ale nie wszyscy potrafią selekcjonować te treści. Otrzymują sprzeczne informacje na ten sam temat i mają problem z tym, komu zaufać. Nastał kryzys zaufania ekspertom, takim jak lekarz pediatra i kierujemy się ku ekspertom internetowym. Poza tym rodzice bardzo ulegają przekazowi marketingowemu. Dają sobie wmówić, że potrzebują absolutnie wszystkiego.

Wiele mam przez cały rok jest w domu z dzieckiem, bo mąż pracuje, a rodzina jest daleko, co nie jest dobre ani dla niej, ani dla jej dziecka. Mamy próbują się same organizować i w większych miastach spotykają się, zakładają kluby, grupy wsparcia. Tworzą wioski, oferują sobie wsparcie emocjonalne. Moja grupa na Facebooku pełni funkcję internetowej wioski. To jest miejsce, które wspiera, nie krytykuje, nie hejtuje. To ważne, bo dopiero zostając rodzicem, uświadamiamy sobie, że można zostać ocenionym negatywnie za wszystko.

 

Magdalena Komsta – psycholożka, terapeutka poznawczo-behawioralna bezsenności, pedagożka, promotorką karmienia piersią, doula, instruktorka szkoły rodzenia. Pracuje, łącząc terapię poznawczo-behawioralną z teorią więzi i założeniami rodzicielstwa bliskości. Wspiera osoby dorosłe cierpiące na bezsenność, a także kobiety w okresie okołoporodowym, matki karmiące piersią oraz rodziców dzieci do lat 3, zwłaszcza najbardziej wymagających maluchów, borykających się z trudnościami ze snem. Należy do Polskiego Towarzystwa Badań nad Snem oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia.

    Sprawdź powiązane tematy

    Posłuchaj podcastów stworzonych przez mamy dla mam!

    Sprawdź