„Ruch jest na wagę złota dla naszego mózgu” /fot. iStock „Ruch jest na wagę złota dla naszego mózgu” /fot. iStock

„Ruch jest na wagę złota dla naszego mózgu” – mówi dr Małgorzata Chojak, autorka książek o neuropedagogice i neurodydaktyce

Wychowanie bezstresowe? Nie jest zalecane, bo odpowiednia dawka stresu uczy dzieci radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Nowoczesne technologie? Tak, pod warunkiem, że w ograniczonym zakresie i wykorzystywane mądrze. Ruch? Przede wszystkim – dla ciała i umysłu. O tym, co z punktu widzenia naukowców pomaga i szkodzi mózgowi – szczególnie dziecięcemu – oraz jak uczyć się i nauczać efektywnie rozmawiamy z dr Małgorzatą Chojak z Katedry Dydaktyki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej Lublinie.

Ewa Podsiadły-Natorska: Chciałabym porozmawiać z panią o neurodydaktyce. Przeczytałam, że to „nauczanie przyjazne mózgowi”. O co w tym dokładnie chodzi?

Dr Małgorzata Chojak: Gdy mówimy o neurodydaktyce, to mamy na myśli dobrze nam znaną dydaktykę – dział pedagogiki koncentrujący się na tzw. metodykach, czyli sposobach uczenia się i nauczania – w połączeniu z wiedzą dotyczącą mózgu, stąd przedrostek „neuro”. W neurodydaktyce jest ważne, w jaki sposób mózg przetwarza informacje. W oparciu o tę wiedzę szukamy najlepszych sposobów i metod organizowania procesu edukacji. Nie chodzi więc tutaj bezpośrednio o zakres treści, bo neurodydaktyka nie ingeruje w zakres programu nauczania, ale koncentruje się na możliwościach i ograniczeniach dziecięcych mózgów.

Jaki jest ten dziecięcy mózg?

Przede wszystkim mózg młodego człowieka ma pewną fantastyczną właściwość, którą nazywa się plastycznością. Co prawda neuronów z wiekiem nam nie przybywa (w mózgu mamy jedynie 2–3 miejsca, gdzie nowe neurony mogą się pojawiać), natomiast dzięki nauce i powtarzaniu nowych wiadomości i umiejętności połączenia między neuronami wzmacniają się, informacje są przekazywane szybciej, pewne rzeczy stają się automatyczne. Największe możliwości pod tym względem mają mózgi maluchów. Widać to np. w przebiegu urazów mózgu, kiedy u małych dzieci funkcje obszaru uszkodzonego bardzo szybko przejmuje inny.

Mózg dzieci szybciej się uczy i reorganizuje. Dlatego też dzieciom w pewnych okresach tak łatwo idzie np. nauka mowy czy przyswajanie języków obcych. Wówczas mówimy o tzw. okresach wrażliwych, o których świetnie pisała Maria Montessori. Plastyczność mózgu odgrywa również ważną rolę w zaburzeniach rozwojowych.

Pod jakim względem?

Im wcześniej u dziecka rozpoznamy zaburzenie i im szybciej podejmiemy intensywne działania terapeutyczne, tym łatwiej będzie nam wyprowadzić je z zaburzenia rozwojowego. To zasada pedagogiki specjalnej. Widać to choćby w autyzmie; jeszcze kilkanaście lat temu zdiagnozowanie go u dwulatka było czymś nieosiągalnym. Nie było ani testów, ani przeszkolonych pod tym kątem psychologów. W tym momencie diagnozujemy już półtoraroczne dzieci, bo w tym okresie ich mózgi są bardziej plastyczne i im szybciej nastąpią działania terapeutyczne, tym lepszy efekt osiągniemy.

Jakie są główne założenia neurodydaktyki?

Akurat to jest dość ciekawe. Ja czasem żartuję, że neurodydaktyka jednocześnie jest i jej nie ma.

Jak to?

Bo pod pojęciem „neurodydaktyka” powinny kryć się wszelkie sposoby nauczania, które zostały zweryfikowane w badaniach naukowych i bezsprzecznie uznano je za skuteczne. Na razie w polskim systemie edukacji daleko nam do takich rozwiązań. Niewiele produktów czy pomysłów opiera się na badaniach naukowych, istnieje sporo powielanych stereotypów. Przykładowo: gdy w medycynie na rynek wchodzi nowa terapia albo lek, to wcześniej wykonuje się całą serię badań, żeby wiedzieć, czy przynoszą oczekiwany efekt i czy nie mają skutków ubocznych. Przedrostek „neuro” oznacza nie tylko odwołanie do badań nad mózgiem, ale również konieczność wcześniejszego sprawdzenia w badaniach naukowych, czy dany sposób nauczania, terapia, bądź pomoc dydaktyczna działają, czy też jest tylko gdybaniem. Sporo w tym zakresie rozjaśnił nam raport Paula Howarda-Jonesa, przetłumaczony na język polski przez doktora Krzysztofa Ciporę wraz z zespołem (1). Prezentuje on zestawienie wielu metod pracy w edukacji z wiedzą o mózgu.

I co dzięki temu raportowi wiemy?

Na przykład to, że liczenie na palcach ma znaczenie dla rozwoju umiejętności matematycznych. Dzieci powinny to robić, bo wtedy w mózgu tworzą się połączenia, które będą przydatne później w działaniach matematycznych dokonywanych w wyobraźni. Ponadto lęk przed matematyką znacznie obniża efekty edukacji dziecka w tym zakresie. A wracając do plastyczności mózgu. Jest ona bardzo intensywna u małych dzieci, trwa jednak przez całe życie! Oznacza to, że jeśli chcemy się dokształcać w dorosłym wieku, można i warto to robić. Mózg może się uczyć do końca naszego życia. Dlatego np. uniwersytety trzeciego wieku jak najbardziej mają rację bytu.

Badania nie potwierdzają, iż nauka powinna kojarzyć się tylko z przyjemnością. Pewna dawka stresu odczuwanego przez dzieci jest motywująca.

No proszę.

W tym momencie potwierdzę to, co zauważają psycholodzy, mianowicie, że wychowanie czy nauczanie bezstresowe jest prostą drogą do ukształtowania u dzieci braku umiejętności radzenia sobie ze stresem i większej podatności na depresję oraz samobójstwa. Zatem np. to, że w przedszkolach proponuje się konkursy, wcale nie jest złym pomysłem. W ten sposób stwarzamy dzieciom okazję, żeby nauczyły się zapanować nad stresem i jak radzić sobie z porażką. Dzieci uczą się przez to, że dotykają, smakują, psują. Potrzebna jest konkretna namacalna sytuacja, którą poczują i w której się znajdą. To nie jest tak, że narażając dzieci na określony, często zaplanowany pewien poziom stresu, robimy im krzywdę – działa to w odwrotny sposób. Oczywiście, przyjemne skojarzenia z nauką – np. nauka przez zabawę – są pomocne, jeśli jednak skupimy się tylko na tym, zablokujemy w mózgu dziecka rozwój połączeń, które będą mu potrzebne w przyszłości. Bo przecież nie ma życia bez stresu, prawda?

Niestety prawda.

Warto więc pamiętać, że pewna dawka stresu jest motywująca i nie należy dążyć do tego, aby go całkowicie wyeliminować z życia naszych dzieci. Oczywiście tego stresu nie może być zbyt dużo. Nie jest żadną tajemnicą, że np. podczas egzaminu na prawo jazdy kto bardziej się stresuje, ten częściej oblewa.

Jeśli dziecko ma do opanowania trudny temat, to warto w jakiś sposób je rozluźnić, by zmniejszyć poziom napięcia. Z kolei w przypadku nudnego materiału, który trzeba przyswoić, dobrym rozwiązaniem może być wprowadzenie elementu rywalizacji. Wtedy mózg się bardziej uaktywni i łatwiej daną rzecz zapamięta.

Neurodydaktyka opiera się również na działaniu „neuronów lustrzanych”, czyli komórek nerwowych, które uruchamiają się nie tylko wtedy, gdy robimy jakąś czynność, ale również, gdy patrzymy, jak ktoś ją wykonuje. „Neurony lustrzane” świetnie działają u dzieci, które uczą się, patrząc na nas. I robią to nieświadomie. Dzięki „neuronom lustrzanym” uczymy się też naśladować emocje. A jeśli mowa o emocjach: z neurodydaktyki wiemy, że nawet jeśli jakiś temat wydaje się nieciekawy, ale opowiada nam o nim człowiek z pasją, to go wysłuchamy. Pasja i emocje przechodzą na uczniów. Jeśli nauczycielowi się nie chce, jego nastawienie udziela się innym. Dzieci przejmują nasz nastrój i dzieje się to właśnie m.in. dzięki „neuronom lustrzanym”.

Neurodydaktyka, co zrozumiałe, wydaje się pomocna przede wszystkim nauczycielom, bo to oni uczą nasze dzieci. Ale czy rodzic mógłby elementy neurodydaktyki wprowadzić w proces wychowawczy?

Jak najbardziej. I tutaj pewnie się narażę, ale muszę zacząć od nowoczesnych technologii…

Wcale mnie to nie dziwi (śmiech).

No właśnie. Mamy czasy, jakie mamy. Technologie od dawna są powszechnie dostępne i używane przez dzieci, a czas pandemii jeszcze bardziej nasilił ten proces. Mówi się, że technologie w nadmiarze szkodzą i faktycznie tak jest. Potwierdzono w badaniach naukowych, że nowe technologie robią bałagan w naszych mózgach. Spowalniają działanie fal mózgowych, działają hipnotyzująco, powodują zwiększenie lub zmniejszenie pewnych obszarów. My, dorośli jesteśmy w stanie oglądać po kilka razy ten sam serial. Natomiast dzieci bardzo rzadko same odchodzą od ekranów, raczej musimy im zabierać tablety, telefony… Trudno jednak oczekiwać, że nowoczesne technologie całkiem znikną z naszego życia. One są i będą. Jako rodzice możemy ograniczyć czas, który dzieci z nimi spędzają. Według badań maluchy do 2. roku życia w ogóle nie powinny z nowoczesnych technologii korzystać! Dla dzieci od 3. do 6. roku życia powinna być to maksymalnie godzina w ciągu dnia, a dla dzieci w wieku szkolnym – do 2 godzin.

Mało realne w dobie pandemii, kiedy w każdej chwili nasze dzieci mogą przejść na naukę zdalną…

Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego rodzice powinni ukierunkować korzystanie z technologii na wartościowe rzeczy, tzn. jeśli lekcje on-line zajmują ponad 2 godziny, to miejmy świadomość, że każda następna może być szkodliwa dla dziecka.

Nadmierny kontakt z technologiami zwiększa ryzyko nie tylko wad postawy, wad wzroku, trudności ze snem czy trudności w koncentracji, ale również depresji, samobójstw czy wystąpienia zachowań typowych dla dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

W świetle tego rodzic powinien się zastanowić, czy po lekcji pozwolić dziecku na tzw. odpoczynek przed ekranem czy raczej zmobilizować je do innej zabawy niezwiązanej z nowymi technologiami czy „wyjścia na dwór”. Ale tutaj uwaga: „niezwiązane” oznacza, że ekran nie gra także gdzieś z boku. Bo nasze oko i nerwy wzrokowe będą widziały ekran kątem i to będzie działało na mózg rozpraszająco.

Najważniejsza rada dla mózgu?

Powinniśmy naszym dzieciom zapewniać jak największą dawkę ruchu i zabaw bez nowych technologii! Im więcej motoryki, tym sprawniej działa część mózgu, która nazywa się „spoidłem wielkim” i uczestniczy w przekazywaniu informacji między naszymi półkulami.

Ma znaczenie, co nasze dzieci robią na dworze?

Świetne będą proste ćwiczenia fizyczne: bieganie, granie w piłkę, jazda na rowerze. Wszystko, co uruchamia całe nasze ciało.

Dzięki ruchowi przepływ informacji w mózgu staje się dużo szybszy. Jeśli dołączymy do tego świeże powietrze, zwiększy się natlenienie mózgu. Poza tym będąc w ruchu, można uniknąć wad postawy, otyłości i przynajmniej kilkunastu różnych zaburzeń. Ruch jest na wagę złota dla naszego mózgu.

W Polsce nauczyciele chętnie korzystają z neurodydaktyki?

Jest duża grupa nauczycieli, która szuka wyników badań o mózgu i sposobów zastosowania ich w edukacji. Tych nauczycieli interesują wszelkie nowinki, bo wiedzą, że dzieci się zmieniają. Niestety, jest mnóstwo publikacji i produktów komercyjnych, które nijak się mają do badań naukowych. Naukowcy mają tego świadomość, nauczyciele – najczęściej nie. Dlatego w Polsce coraz powszechniejsze staje się podejście zwane „edukacją opartą na faktach”. Proponuje ono taki sposób pracy, który opiera się na sprawdzonych rzeczach (programach, terapiach, metodach) i wynikach badań naukowych. Z drugiej strony na rynku panuje spory bałagan, a niektóre firmy mają świetny PR. Jest wiele artykułów, w których ktoś napisał, że coś zostało „oparte na mózgu” lub zamieścił zdjęcie mózgu na opakowaniu produktu. To chwyt marketingowy, który działa, ludzie się na to łapią, ale za tym zwykle nie stoją żadne badania ani dowody skuteczności!

Jak mówią: reklama dźwignią handlu…

Tutaj może znowu się narażę, ale nauka mnie wybroni. Wiele mówi się np. o efektywnej edukacji opartej na inteligencjach wielorakich czy kinezjologii edukacyjnej, ale badania nie potwierdziły słuszności tych teorii. Główną trudnością dla nauczycieli i rodziców jest więc przebić się przez ten chaos, ocenić, co jest wartościowe, a co nastawione wyłącznie na zarobek i może wręcz zaszkodzić dziecku.

Źródła:

Dr Małgorzata Chojak – szczęśliwa żona i mama trzech synów, pracownik badawczo-dydaktyczny w Instytucie Pedagogiki UMCS w Lublinie, kierownik Interdyscyplinarnego Zespołu Badawczego NeuroEduLab, autorka licznych publikacji z zakresu neuropedagogiki i neurodydaktyki, diagnozy, uwarunkowań gotowości szkolnej uczniów oraz wpływu mediów na rozwój dzieci, popularyzator koncepcji edukacji opartej na faktach oraz diagnozy neuropedagogicznej.

newsletter-main

Wszystko, czego potrzebujesz
na Twoim mailu

Newsletter Hellomama da Ci dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

    newsletter-main-decorator
    newsletter-staying

    Zostań z nami jeszcze chwilę!

    Zapisz się do newslettera HelloMama

    Zyskaj dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

      newsletter-staying-decorator-1
      newsletter-staying-decorator-2