Karolina Ujma Karolina Ujma/ Archiwum prywatne

Przyroda leczy. „Zamiast grać w Angry Birds, można podziwiać ptaki za oknem” – mówi Karolina Ujma, popularyzatorka leśnej edukacji

W przyrodzie jest wszystko, czego dzieci potrzebują do szczęścia. Dorośli również. – Warto, by rodzic zmienił myślenie i wyraził zgodę na to, żeby jego dziecko się w przyrodzie pobrudziło, zadrapało, przewróciło – mówi Karolina Ujma, nauczycielka w szkole Montessori, mama trójki dzieci, która w ramach projektu Ahoj Przyrodo! realizuje leśną edukację.

Spis treści:

Mój syn zaczął bać się wiatru

Ewa Podsiadły-Natorska: Jak wspomina pani swoje dzieciństwo?

Karolina Ujma: Wychowałam się na wsi, w otoczeniu przyrody. Miałam swobodny dostęp do podwórka, z siostrami bawiłyśmy się w kuchni błotnej. Poznawałyśmy razem naturę, zwierzęta, chłonęłyśmy wszystko, co wokół. Uczestniczyłam w całorocznym cyklu przyrody. Z babcią w ogródku uprawiałyśmy warzywa i owoce. Dzięki temu mogłam zobaczyć, że warzywa nie biorą się ze sklepu tylko z pracy człowieka. Mieszkaliśmy na uboczu, w zaciszu, gdzie nie było żadnych „przeszkadzaczy”. W pewnym momencie wyjechałam jednak z domu do Krakowa studiować biologię. I nagle bardzo mi zabrakło przyrody. Było mi trudno odnaleźć się w mieście, gdzie wokół był tylko beton, hałas i uliczny ruch. To było dla mnie duże wyzwanie. Dopiero gdy wracałam w rodzinne strony, łapałam oddech. Szłam swoimi ścieżkami, do lasu.

Jak miłośniczce natury udało się przetrwać w Krakowie?

Szukałam dzikich zakątków, wędrowałam na kopce, odwiedzałam Las Wolski. To było dla mnie lepsze niż spacer po zatłoczonym rynku. Czułam, że dopiero tam odpoczywam, nabieram sił, potrzebowałam tego. Potem przyszedł moment założenia rodziny i macierzyństwo. Przenieśliśmy się do Warszawy, gdzie wyzwania okazały się jeszcze większe. Ale zaskoczyło mnie to, że dopiero w stolicy poczułam wiatr!

W Krakowie warunki są takie, że bardzo mało wieje, natomiast w Warszawie okazało się, że mój syn zaczął bać się wiatru. To był dla mnie sygnał, że przyroda jest obok, tylko trzeba ją odnaleźć. A gdy już się ją dostrzeże, to nawet w wielkim mieście można się nią zachwycić.

Potem, gdy urodziła się nasza córeczka, zaczęliśmy uciekać do lasu, bo na placach zabawach dochodziło np. do konfliktów pomiędzy dziećmi. W lesie tego nie było, nasze dzieci po prostu biegły przed siebie. Czuły wolność.

Kiedy zajęła się pani leśną edukacją?

Jako biolog i osoba po kursie nauczycielskim zrozumiałam, jak chcę uczyć, a jak nie. Trudno było mi się odnaleźć w standardowej szkole. Zaczęłam szukać sposobów, jak uczyć inaczej. Wtedy w moim życiu pojawiło się Montessori, edukacja waldorfska, a z czasem również edukacja leśna. Przez pewien czasu pracowałam w leśnym przedszkolu. Po tym, jak na świat przyszło moje trzecie dziecko, zorientowałam się, że więcej czasu spędzamy w lesie albo na łące niż na placu zabaw. Często zachwycaliśmy się mrówkami, dżdżownicami i ślimakami pod blokiem. Cztery lata spędziłam z dziećmi w domu, nie pracując zawodowo. Zdobyłam jednak w tym czasie wiedzę, która przybliżyła mnie do leśnej edukacji. Teraz jestem nauczycielem Montessori: uczę przyrody, biologii i geografii, a dodatkowo współtworzę grupę mam i ich dzieci, z którymi spotykamy się w lesie. Tworzymy coś na kształt domowego przedszkola leśnego.

Co robicie w ramach waszych spotkań?

To ewoluowało, z czasem w naszej grupie coraz lepiej się poznawaliśmy. Na początku to była głównie swobodna zabawa. Teraz, kiedy dobrze znamy nasze dzieci i ich potrzeby, mamy opracowany program, który staramy się realizować w naturze. Bardzo dużo zależy od pory roku. Późną wiosną i latem dzieciom wystarczy w lesie po prostu być. I tak rzeczywiście było: my, mamy trzymałyśmy się z boku, a dzieci potrzebowały naszego wsparcia tylko w niewielkim stopniu. Zimą jest to trudniejsze, więc przygotowujemy dla nich wcześniej różne zabawy. Przede wszystkim ruchowe, które pozwolą uporać się z zimnem. Ale nie tylko. Teraz już wiemy, co musimy przywieźć ze sobą, by wykorzystać to w lesie. Ostatnio mieliśmy plener malarski, z gałęzi i sznurka robiliśmy sztalugi. Do tego kartki, farby i gotowe! Dzieci bardzo się w to zaangażowały, niektóre sztalugi stoją w ich domach do tej pory. W ramach leśnych zajęć mówiliśmy też o dokarmianiu ptaków. Chcę podkreślić, że nasza grupa jest również wioską wsparcia dla mam. W Warszawie wiele osób jest samych, bez rodziny. Nie mają nikogo do pomocy. A my tworzymy wspólnotę, w której nawiązują się bliskie relacje – zarówno między dziećmi, jak i rodzicami.

 

Nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwie dobrane ubrania

Pora roku ( jesień czy zima) nie zniechęca? 

Nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwie dobrane ubrania. Dzieci potrzebują swobodnej zabawy. Dlatego ja bardzo dużo mówię o przygotowaniu rodzica. On powinien zacząć od siebie. Ważna jest jego gotowość, aby wyjść z domu. Kiedyś, gdy dziecko się nudziło, mówiło się: idź na dwór. Teraz mam wrażenie, że kiedy dziecko się nudzi, dajemy mu tablet albo telefon. To oczywiście wpływa niekorzystnie na ich dobrostan psychiczny i fizyczny. Rodzice naturalnie bardzo troszczą się o swoje dzieci, żeby nie upadły, czegoś sobie nie zrobiły, nie pobrudziły się. Ale gdy dziecko nie wejdzie na drabinkę czy na drzewo, nie będzie w stanie ocenić swoich możliwości ani oszacować ryzyka. Warto, aby dziecko doświadczyło możliwości poślizgania się na zamarzniętych kałużach, które mogą wydawać się rodzicom niebezpieczne. Jest mu to potrzebne, aby mogło dobrze funkcjonować. Warto, by rodzic zmienił myślenie i wyraził zgodę na to, żeby jego dziecko się w przyrodzie pobrudziło, zadrapało, przewróciło. Oczywiście jako rodzice z jednej strony zapewniajmy poczucie bezpieczeństwa, ale z drugiej strony dajmy przyzwolenie na niekontrolowaną zabawę w lesie.

Karolina Ujma/ Archiwum prywatne

Karolina Ujma, popularyzatorka leśnej edukacji/ Archiwum prywatne

Gdy rodzic zmieni już sposób myślenia o przyrodzie, od czego powinien zacząć?

Na wyprawę do lasu trzeba dobrać odpowiednie ubranie, które może się porwać czy pobrudzić. Założyć dziecku kalosze, żeby nie musiało omijać kałuż. Spodnie koniecznie wodoodporne. Basia z bloga Wielki Zachwyt propaguje ubrania marki NIESZKODA – czyli takie, których nie szkoda zniszczyć. (śmiech) To są przede wszystkim ubrania z second handu. Bardzo to popieram. Z początku wielu rodziców nie wyobraża sobie własnego dziecka wskakującego w kałużę błota. Ale z czasem, im więcej dorosły z dzieckiem będzie przebywał w otoczeniu przyrody, tym bardziej jego nastawienie będzie się zmieniać, bo zobaczy, ile korzyści odniesie dziecko. Basia z Wielkiego Zachwytu wymyśliła ideę Dni Błota, a my na ich wzór urządzamy swój dzień błotnych kałuż. Jest mnóstwo frajdy, ale odpowiednie ubranie to podstawa.

Zgadzam się całkowicie co do tej gotowości rodziców. Jestem mamą dwóch kilkulatków i kiedyś też ciągle przejmowałam się krzywo założoną czapką czy butem w błocie. Aż zrozumiałam, że tak się nie da. Muszę odpuścić. Przyrodę trzeba chłonąć na całego.

Ależ tak, przyrodę trzeba chłonąć wszystkimi zmysłami – również zmysłem dotyku. Mam wrażenie, że teraz żyjemy w kulturze czystości. A badania naukowe mówią, że życie w przesadnej czystości obniża naszą odporność. Z tego biorą się alergie i częstsze choroby, również zaawansowane.

Przecież nawet zabawa w piaskownicy czy sadzenie kwiatków wiąże się z brudzeniem się. Oczywiście warto dzieci uczulać, że potem wracamy do domu i myjemy ręce, zwłaszcza przed jedzeniem. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że dzieci nie mają problemu z brudem. To my, rodzice mamy.

Więź z przyrodą w rozwoju dziecka jest ważna?

Myślę, że jest dla jego rozwoju kluczowa. Dbamy o to, by nasze dzieci właściwie się odżywiały, zapewniamy im odpowiednią ilość snu. Kontakt z przyrodą jest równie ważny, bo gwarantuje dobrostan psychiczny oraz fizyczny. Pisze o tym Richard Louv w książce „Ostatnie dziecko lasu”. Zauważa on, że przyroda często traktowana jest w kategoriach rekreacji – wychodzimy do natury po rozrywkę, tak postrzegamy np. spacer po parku. Tymczasem Louv proponuje, żeby patrzeć na przyrodę w kategorii zdrowotnej. I ma rację, bo natura zapewnia nam zdrowie. Mogę wymienić cały szereg korzyści płynących z obcowania z przyrodą: wzmacnia układ odpornościowy, pomaga zapewnić odpowiedni poziom witaminy D, zmniejsza problemy z otyłością, krótkowzrocznością, poprawia koncentrację, redukuje niepokój i stres. Przeprowadzono ciekawe badania naukowe na pacjentach w szpitalach. Okazuje się, że dochodzą oni do siebie dużo szybciej, jeśli widzą przyrodę – mają choćby drzewo za oknem. Stąd ogródki przyszpitalne odgrywają bardzo ważną rolę w procesie zdrowienia. Wyprawy leśne polepszają ponadto więzi w rodzinie, rozwijają inteligencję społeczną. Kiedy dzieci muszą zbudować szałas, współpracują ze sobą, więc tworzą się relacje.

 

 Zabawka wszechczasów, czyli patyk

Dodałabym również to, że przyroda rozbudza w dzieciach kreatywność. W domu często nie jesteśmy w stanie zaobserwować, jak bardzo nasze dzieci potrafią być pomysłowe.

Tak! Warto tutaj wymienić zabawkę wszech czasów, czyli patyk. Ileż on daje możliwości! Moja córka kiedyś użyła go jako łyżki do butów. (śmiech) Pomysłowość dzieci jest niesamowita. Oczywiście zawsze mówimy im, że nie wolno np. uderzać się patykami albo rzucać w siebie kamieniami. Ale pozwólmy dzieciom na zabawę. Bycie w przyrodzie usprawnia logiczne myślenie – nie tylko u dzieci, ale również u dorosłych. Japończycy stosują tzw. kąpiele leśne. Idą w las bez telefonu i uczą się tam kontrolować swój oddech. Richard Louv pisze też – w kontekście amerykańskich dzieci – o zespole deficytu natury. Kiedy parę lat temu przeczytałam jego książkę, pomyślałam, że w Polsce nie może być tak źle. To niemożliwe, żeby polskie dzieci miały tak mało kontaktu z przyrodą, uznałam. Ale teraz, gdy patrzę na to, co dzieje od początku epidemii, jestem przekonana, że u nas jest równie źle. Już widać wzrost liczby zachorowań na depresję, także wśród najmłodszych.

Zatem sposób, by temu przeciwdziałać, wydaje się banalny: wyjść z domu. Od czego rodzina, która chce być z naturą za pan brat, powinna zacząć?

Przede wszystkim odpowiednio się ubrać, zabrać prowiant – bo w przyrodzie dzieci bardzo szybko głodnieją i mają ogromne apetyty – po czym wyjść z domu. Można zabrać ze sobą lupę, lornetkę, a także wiaderko lub woreczek na skarby. To pomoże zachęcić dzieci do wyjścia, zwłaszcza te, które spędzają czas głównie w pomieszczeniach. Starsze dzieci, które są mocno przywiązane do telefonu, warto zaprosić do gry terenowej z wykorzystaniem GPS-u – geocaching. Będzie to wspaniały pretekst do wyjścia z domu w przyrodę. Wybierzmy miejsce, które jest dostosowane do bycia tam z dziećmi, bo nie wszędzie przejedziemy wózkiem. I ruszajmy w las: spacerujmy powoli, nie planując, jaki przejdziemy dystans. Może się bowiem okazać, że na leśnym parkingu będzie tak fantastycznie, że nie trzeba będzie iść dalej. Pozwólmy dzieciom gromadzić leśne skarby. Przygotujmy się też, że będą zadawać nam mnóstwo pytań, bo z natury są ciekawskie: a z czego jest muszla ślimaka? Dlaczego chmury się przesuwają? A dlaczego niebo ma taki kolor? Ważna jest szczerość: żeby rodzic powiedział, że czegoś nie wie! Mamy prawo nie znać przyrody, nie wiedzieć, jak jakaś roślina się nazywa. Ale można dziecku odpowiedzieć tak: „Nie wiem, czyjego zwierzęcia jest to trop, ale zróbmy zdjęcie, w domu mamy książkę, sprawdzimy”. To świetna okazja do nauki i wspólnie spędzonego czasu.

Czyli to, co zaczyna się w lesie, może być kontynuowane w domu.

Oczywiście. Są teraz takie wspaniałe książki! Bardzo polecam „Rok w lesie” (Emilii Dziubak – przyp. red.), a także albumy dla dzieci o pszczołach czy drzewach. Zamiast grać w Angry Birds, można podziwiać ptaki za oknem. Przyroda jest na wyciągniecie ręki. W Polsce mamy olbrzymie bogactwo przyrodnicze: jest morze, są rzeki, jeziora, niziny, góry. W samej Warszawie zaobserwowano blisko 250 gatunków ptaków. Wniosek jest taki, że wszędzie, również w wielkim mieście, można znaleźć coś fascynującego, ale trzeba wyjść z domu i się rozejrzeć. Nawet przyroda pod blokiem może okazać się ciekawa! A jeśli jest taka potrzeba, żeby działać w grupie, stworzyć wspólnotę, to są na Facebooku grupy internetowe, w których można znaleźć wsparcie i podpowiedzi, jak zacząć. Na moim profilu @ahojprzyrodo na Instagramie i Facebooku pokazuję wiele propozycji, które można z łatwością zrealizować z dziećmi w lesie czy na łące, ale również, co można zrobić w domu ze znalezionych na spacerze skarbów.

Nie każdy jest gotowy, by obcować z naturą?

Przyroda często kojarzy nam się ze strachem, bo można np. spotkać dzikie zwierzę – są badania naukowe, z których wynika, że w ludziach jest coraz więcej lęku względem przyrody. My się jej po prostu boimy. A nasze dorosłe rozmowy o naturze często sprowadzają się do pytań o pogodę. Tymczasem dzięki obcowaniu z przyrodą kształtujemy w sobie i w dziecku uważność: dlatego warto zatrzymać się nad mrówką, popatrzeć na spadające liście. Niestety, w szkołach skraca się przerwy na rzecz większej liczby testów. A gdyby tak wydłużono przerwy, by dzieci mogły wyjść na dwór? Każdy, szczególnie dzieci nadpobudliwe, z ADHD, powinien mieć możliwość swobodnego wybiegania się. Dużo mówi się teraz o integracji sensorycznej, przybywa dzieci z deficytami w tym zakresie, rodzice muszą zawozić je na rehabilitację. Tymczasem warto pozwolić maluchom chodzić na bosaka po ziemi czy po piasku, pozwolić się podciągać na drzewie, wspinać. Martwi mnie ten pęd, by wypełniać małym dzieciom cały dzień różnymi zajęciami…

Mnie, przyznaję, również.

No właśnie. Dzieci w wieku przedszkolnym zdążą nauczyć się pisać, liczyć. Czasem myślimy, że najważniejsza jest nauka angielskiego czy gry na pianinie. Zapominając, że ruch i zdrowie fizyczne są bardzo potrzebne. Dla rozwoju dziecka zabawa jest niezwykle ważna – szczególnie na powietrzu. Dlatego chłońmy witaminę N. Naturę.


Karolina Ujma – biolog, nauczyciel w szkole podstawowej działającej zgodnie z założeniami pedagogiki Marii Montessorii. Popularyzatorka edukacji leśnej. Prywatnie mama wspaniałej trójki, z którą odkrywa przyrodę w wielkim mieście. Swoje przyrodnicze przygody dokumentuje na Instagramie i Facebooku na profilu Ahoj Przyrodo!

Sprawdź powiązane tematy

newsletter-main

Wszystko, czego potrzebujesz
na Twoim mailu

Newsletter Hellomama da Ci dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

    newsletter-main-decorator
    newsletter-staying

    Zostań z nami jeszcze chwilę!

    Zapisz się do newslettera HelloMama

    Zyskaj dostęp do materiałów tworzonych z myślą o Tobie i Twoim dziecku.

      newsletter-staying-decorator-1
      newsletter-staying-decorator-2

      Dziękujemy za zapis do newslettera!

      Sprawdź swoją skrzynkę mailową
      i kliknij link aktywacyjny, aby potwierdzić subskrypcję.

      newsletter-staying-decorator-1
      newsletter-staying-decorator-2