Dziewczynka gra w klasy Zabawa na świeżym powietrzu/ Zdjęcie: shutterstock

Powrót na podwórko. Zabawy na świeżym powietrzu

Spis treści:

Kiedyś życie toczyło się na podwórku. Trzepak, asfaltowe boisko, plac zabaw ze skrzypiącą huśtawką – to nie synonim wszystkiego, co najgorsze. To był magiczny trójkąt, gdzie nawiązywało się znajomości, zawierało przyjaźnie i rozwiązywało konflikty. A przede wszystkim było w ciągłym ruchu.

Oto zadanie na cieplejsze dni: zamieniamy fejsa, PSP i kanał z kreskówkami na plac pod blokiem, park czy dowolny kawałek zielonego i prezentujemy podwórkowe hity naszego dzieciństwa. Bo oldschool – w każdej dziedzinie – ma się dobrze. Bez ściągawki nie da rady? Znajdziecie ją poniżej.

Zabawy na świeżym powietrzu

Trzepak – podstawowe wyposażenie okołoblokowe. Do wspinania się, wiszenia, kręcenia fikołków. Mistrzowie wykonywali na trzepaku akrobacje bardziej widowiskowe niż te na popularnej obecnie trampolinie.

Kapsle. Dziś powiedzielibyśmy „gra recyklingowa”, kiedyś szansa na wcielenie się w kolarzy Wyścigu Pokoju. Całe betonowe podwórko pokryte było labiryntami wyścigowych tras, które pokonywało się ulubionymi kapslami z wklejonymi do środka flagami wybranych państw. Bonus: nauka geografii.

„Grzybek”. Tylko dla prawdziwych twardzieli. Polegał na wbijaniu narzędzia: śrubokrętu lub… scyzoryka (czy ktoś wyobraża sobie dziś zabawę nożem?!) w narysowany na ziemi kształt grzyba. Kluczem do sukcesu była precyzja ruchów i trening. Adaptując „grzybka” do obecnych warunków, można posłużyć się rzutkami.

1-2-3 Klasy(k). Rysujemy diagram – rzucamy kamykiem – skaczemy. Klasyka zabaw na świeżym powietrzu.

Gra w gumę. Też skakanie, ale na wyższym poziomie. W dobie równouprawnienia zabawa nie tylko dziewczyńska! Obowiązkowa anegdota o wykorzystywaniu gumy do majtek i problemach z zaopatrzeniem.

„Wywołuję”. Gra politycznie niepoprawna, bo „wywołuję, wywołuję do wielkiej wojny światowej!” może na podwórku zabrzmieć nieco kontrowersyjnie. Ale to właśnie było grane – z narysowanego na ziemi okręgu niczym z tortu odkrawało się kawałki terytorium przeciwnika do momentu, gdy na pozostałej powierzchni nie zmieściła się już stopa. Między odkrawaniem była swoista odmiana berka, wywołany uciekał, wywołujący gonił go i musiał ustrzelić rzuconym patykiem. Emocje sięgały zenitu!

Szczur. Czyli to, co można zrobić ze skakanką, gdy chce się użyć tylko jednej ręki. Szczurzy ogon w postaci skakanki kręcił się szybko po ziemi i spotkania z nim należało za pomocą podskoków uniknąć. Bolesne zderzenie kończyło się efektownymi siniakami.

Podchody. Chyba najbardziej emocjonująca z podwórkowych gier. Wyszukiwanie zakamarków i wytyczanie ścieżek z kredą w ręku łączyło zwinność, spryt, bieganie aż do upadłego i uwielbiane przez dzieci rozwiązywanie zagadek godne Sherlocka Holmesa.

To co? Kreda, kapsle i guma lądują w plecaku – podwórko znów woła! Wypróbuj nasze zabawy na świeżym powietrzu!

    Sprawdź powiązane tematy