fot. archiwum prywatne

Co robić, gdy dziecko nie ma przyjaciół? Wyjaśnia psycholożka dziecięca Alicja Wiśnicka

– Dziecko to mały człowiek - nie z każdym się polubi. Tym, co odróżnia kontakty między dziećmi od kontaktów między dorosłymi, jest to, że dzieci szybko zapominają: jednego dnia z kimś się nie lubią, a po paru dniach już się przyjaźnią. Te relacje są powierzchowne, dzieci dopiero się ich uczą – tłumaczy Alicja Wiśnicka, psycholożka pracująca z dziećmi i dorosłymi z Poradni zdrowia psychicznego Harmonia Grupy LUX MED.

Ewa Podsiadły-Natorska: Często słyszy pani w gabinecie: „Moje dziecko jest wycofane, nie ma przyjaciół”?

Alicja Wiśnicka: Po pandemii na pewno częściej. Rodzice przychodzą i mówią, że ich dziecko jest odizolowane od grupy rówieśniczej, zamknięte w sobie, czas spędza głównie przy komputerze, mniej wychodzi z domu, rzadko wchodzi z interakcje społeczne, jest samotnikiem. Martwią się, że nie mogą do niego dotrzeć.

To poważny to problem?

To zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od temperamentu dziecka, a ten ujawnia się od najmłodszych lat. Każdy z nas rodzi się bardziej introwertykiem albo bardziej ekstrawertykiem. Nikt z nas nie jest w 100 proc. ekstrawertykiem czy introwertykiem, a tym bardziej nasze dzieci, które intensywnie się rozwijają.

Jesteśmy różni. Czasem słyszę w gabinecie: „Nasza starsza córka do wszystkich lgnie, z każdym rozmawia, a syn nie, więc na pewno coś jest z nim nie tak”. Dzieci mogą mieć jedną mamę i jednego tatę, a różnica charakterów między rodzeństwem będzie ogromna. To normalne.

Po drugie socjalizacja i nawiązywanie relacji to proces. Często rodzice reagują za szybko, np. gdy dziecko jest dopiero na etapie adaptacji w przedszkolu. Minie zaledwie parę dni w nowym środowisku, a rodzice już sygnalizują, że dziecko się boi i wycofuje. Dziecko potrzebuje czasu, żeby przyzwyczaić się do grupy rówieśniczej, i należy mu dać ku temu swobodę. Poza tym proszę zauważyć, że w dorosłym życiu są ludzie, którzy lubią się mniej lub bardziej, z jednymi się przyjaźnimy, z innymi nie – tak samo działa to w grupie rówieśniczej.

Kiedy więc rodzic powinien wkroczyć?

Musimy uświadomić rodzicom, że dziecko uczy się poprzez modelowanie, czyli naśladowanie. Dlatego rodzie powinni zwrócić uwagę na swój sposób komunikacji – między sobą, z dziećmi, z innymi ludźmi. Dzieci przede wszystkim bardzo mocno czują cudze emocje. Nie są jedynie obserwatorami, tylko chłoną to, co widzą i słyszą.

Relacje, które nawiązuje dziecko, można podzielić na pionowe – czyli z nauczycielami czy rodzicami, którzy posiadają większą władzę – oraz poziome, tzn. z rówieśnikami. Pionowe relacje nawiązują się jako pierwsze, są zwykle „przyjemne”, bo dorosły podtrzymuje rozmowę, nie obraża dziecka, czasem próbuje coś za nie powiedzieć, podpowiada mu. Tymczasem kontakty poziome, rówieśnicze, niekonieczne są zawsze przyjemne i kolorowe, ale są bardzo potrzebne.

Pojawiają się wtedy pierwsze sprzeczki, obrażanie się na siebie itd. Rolą rodzica jest rozmawiać z dzieckiem o tych kontaktach, pytać i słuchać tego, co dziecko ma do powiedzenia.

Zainteresowało mnie to, co pani powiedziała: my jako dorośli nie przyjaźnimy się przecież ze wszystkimi, natomiast gdy nasze dziecko z kimś się nie lubi, to często przychodzi na myśl: „Ale jak to?”.

Dokładnie. Rodzice patrzą na swoje dziecko inaczej, a to dlatego, że znajduje się ono pod ich opieką. Należy to jednak właściwie rozumieć. Niektórzy uważają, że powinni myśleć za swoje dziecko, co jest bzdurą. Oczywiście rozumiem, że rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej – i dlatego przeżywają, gdy słyszą, że ktoś ich dziecka nie lubi – ale pamiętajmy, że dziecko to po prostu mały człowiek. Nie z każdym się polubi, natomiast warto pamiętać, że tym, co odróżnia kontakty między dziećmi od kontaktów między dorosłymi, jest to, że dzieci szybko zapominają – jednego dnia z kimś się nie lubią, a po paru dniach już się przyjaźnią. Jeden gest może zmienić wszystko. Te relacje są powierzchowne, dzieci dopiero się ich uczą. Z reguły relacje przyjacielskie z przedszkola nie wytrzymują do czasu nastoletniego, jeśli rodzice nie utrzymują ze sobą kontaktu.

Wspomniała pani o pierwszym tworzeniu się relacji poziomych. To etap przedszkola czy wcześniej?

Dzieci już nawet w drugim i trzecim roku życia potrafią nawiązać relacje, które cechuje przyjemność czerpania kontaktu i przebywania z drugą sobą. Im bardziej dziecko uspołeczniamy – dajemy do żłobka, klubików – tym ma ono większą szansę na nawiązanie relacji.

Poczucie przynależności do grupy w przypadku dziecka jest bardzo ważne; te kontakty powstają naturalnie w czasie wzajemnego przebywania ze sobą. Dzieci w ogóle bardzo lubią mówić, że mają przyjaciół – nieważne, czy to jest kolega, którego widzieli raz czy dwa razy na oczy. Nawiązywanie relacji w tym wieku zwykle jest dość łatwe. Dzieci szybko zapamiętują imiona kolegów i koleżanek…

Albo mówią, że wezmą z kimś ślub. Mój sześcioletni syn co tydzień chce się ożenić z inną koleżanką.

O tak! Nie znajdzie pani osoby, która w dzieciństwie nie miałaby narzeczonego (śmiech). To jest właśnie modelowanie. Dzieci w przedszkolach bardzo często są z młodych, świeżych małżeństw, więc dla nich kwestia zaręczyn, ślubu, małżeństwa jest czymś zupełnie naturalnym. To jest idealny przykład, że dzieci uczą się poprzez obserwację. W ogóle dzieci w okresie przedszkolnym chcą być bardzo dorosłe; dziewczynki często bawią się w dom, chłopcy naśladują ojców.

Zdarza się niekiedy, że kilkuletnie dziecko przebywa głównie w otoczeniu dorosłych, szczególnie jeśli nie chodzi do przedszkola. To kolejny problem?

Znowu zależy. Są różne sytuacje. Czasem dziecko nie chodzi do przedszkola, zajmuje się nim mama, dziadkowie, tata albo niania – i to jest okej, zachęcam jednak, żeby z takim dzieckiem jak najczęściej wychodzić na place zabaw. Musimy szukać sposobów na socjalizację dzieci, bo jeśli na wczesnym etapie nie nauczą się one, jak poznawać innych, tworzyć relacje, to ta nieśmiałość, niepewność i lęk w nich pozostaną. A to będzie rzutować na całe ich życie. Dziecko musi iść do szkoły, więc jeśli do szóstego, siódmego roku życia nie stworzymy mu warunków do nawiązywania kontaktów, to na poziomie szkoły nie będzie umiało w nie wejść w sposób naturalny – albo będzie umiało tylko z nauczycielem. Nie zbuduje relacji poziomych, które mają szalony wpływ na jego późniejsze funkcjonowanie.

Dlaczego relacje poziome są tak ważne?

Bo kształtują poczucie własnego „ja”.

Najważniejszym zadaniem dzieciństwa jest ustalenie, kim jestem. To poczucie „ja” tworzy się na bazie relacji z rodzicami, a później z rówieśnikami.

Oczywiście musimy mieć świadomość, że dla dziecka – jak dla dorosłego – poznawanie nowych osób wiąże się zwykle ze stresem. A już zwłaszcza gdy dziecko wchodzi w nowe środowisko. Z czasem poznawanie nowych osób i nawiązywanie relacji będzie dla niego na porządku dziennym, więc im szybciej się ich nauczy, tym lepiej. Ale jest też druga strona medalu.

Dziecko najczęściej słyszy od rodziców czy dziadków same dobre rzeczy na swój temat. I bardzo dobrze! Jednak teraz proszę sobie wyobrazić, że idzie do przedszkola i ktoś mu mówi „jesteś głupi”. Takie stwierdzenie może bardzo obniżyć jego samoocenę. Mało tego; może powodować agresję, jeśli dziecko ma taką skłonność, frustrację, a nawet stany depresyjne, jeśli dziecko czuje się niezrozumiałe, nieakceptowane i odtrącone. Nie unikniemy przyzwyczajania dzieci do tego, że świat bywa okrutny.

Czyli chowanie dziecka pod kloszem jest niewłaściwe.

Tak. Wiadomo, rozwój dziecka powinien być kontrolowany przez rodziców, ale nie można też popchnąć dziecka i powiedzieć: „Idź się bawić z rówieśnikami”, po czym zniknąć. Dzieci są różne, znajdą się rówieśnicy, którzy nie będą przychylni naszym dzieciom. Rodzic na takie trudne relacje musi zwrócić uwagę – puszczać dziecko w świat, ale je obserwować. Nie trzymać na przysłowiowej smyczy, nie mówić „nie dasz rady”, bo ono naprawdę sobie wbije to do głowy: „Skoro mama mnie nie puszcza, nie pozwala mi, to znaczy, sobie nie poradzę, nie umiem”. A przecież przyjdzie moment, kiedy dziecko będzie musiało iść w świat.

Wychowanie przez wyśmiewanie. O słowach, które robią krzywdę dzieciom, opowiada Anna Jankowska

Polecamy

Wychowanie przez wyśmiewanie. O słowach, które robią krzywdę dzieciom, opowiada Anna Jankowska

- Z jednej strony oczekujemy, że dziecko będzie umiało sobie samo poradzić, a z drugiej czasem nie zauważamy, że uprawiamy wychowanie przez wyśmiewanie. Szydzimy, a kiedy dziecko protestuje, mówimy, że nie rozumie sarkazmu. Bronimy samych siebie, bo przecież nie chcemy specjalnie sprawiać przykrości dziecku, choć tak to się kończy – mówi Anna Jankowska, pedagożka, nauczycielka, autorka bloga NieTylkoDlaMam.pl.

Czytaj

A co pani sądzi o takiej sytuacji: na plac zabaw przychodzi rodzic ze swoim nieśmiałym, wycofanym dzieckiem i naciska: „No idź się pobaw, idź do dzieci, nie wstydź się”.

To jeszcze bardziej buduje traumę u dziecka. Proszę sobie wyobrazić, że jest pani pierwszy dzień w pracy. Wchodzi pani do nowego środowiska i ktoś mówi, na głos, przy wszystkich: „Idź, przywitaj się, przecież potrafisz to zrobić”. U dziecka powoduje to wycofanie się i jeszcze większą nieśmiałość.

Co więc można zrobić?

Pomóc nawiązać relacje poziome, stopniowo się wycofując. Na pewno nie wysyłać komunikatów: „No idź”, tylko być partnerem, takim wsparciem za kulisami. Nawiązywanie jakichkolwiek kontaktów, gdy rodzic jest obok, staje się dla dziecka łatwiejsze. Można więc taki kontakt zainicjować, np. w piaskownicy, po czym powiedzieć: „To ja sobie odbiorę telefon i zaraz wrócę”. To jest wspieranie, a nie robienie wszystkiego za dziecko. Dzieci muszą się wszystkiego nauczyć same, nie należy ich wyręczać. Na tym polega nauka.

Podam przykład. Syn mojej przyjaciółki, gdy miał dwa, trzy, cztery lata, kurczowo się jej trzymał, nawet gdy w towarzystwie były inne dzieci. Nie uczestniczył w zabawie, nawet jeśli znał rówieśników. Co pani o tym sądzi?

Przyczyn mogło być wiele. U małych dzieci w grę wchodzi lęk separacyjny, jednak trzy- czy czterolatek powinien już być ciekawy świata i kontaktu z rówieśnikami.

Jednym z kroków milowych w rozwoju dziecka jest sytuacja, kiedy grupa rówieśnicza staje się ważniejsza od rodziców. Ale jeśli kilkulatek wciąż kurczowo trzyma się matczynej nogi, to być może separacja od matki nie została prawidłowo przeprowadzona.

Może być też tak, że mamy do czynienia z dzieckiem introwertycznym, bardzo wrażliwym, dlatego zachęcałabym do obserwacji psychologicznej lub pedagogicznej. Warto to sprawdzić, bo nadmierne przywiązanie do rodzica i wycofanie mogą powodować późniejsze zaburzenia kontaktów z rówieśnikami. Dzięki pracy z terapeutą dziecko może nabrać pewności siebie. To ważne, bo dziecko stoi przy mamie, ponieważ się boi. Maluchom w wieku 4+ bardzo polecam trening umiejętności społecznych, który pomaga dzieciom nieśmiałym, niepewnym. Są to małe grupy – zwykle pięcio-, sześcioosobowe – jest w nich spokojniej, więc dziecko uczy się, że nie każdy rówieśnik jest np. głośny. Dzięki TUS-om poprzez zabawę budujemy obraz, że kontakt z rówieśnikiem nie musi być straszny. No i tworzy się bardzo ważne poczucie przynależności do grupy.

Z wycofanego, nieśmiałego dziecka może być towarzyski nastolatek?

Jasne, że tak. Gdy dziecko odnajdzie przyjemność w kontaktach rówieśniczych, znajdzie dla siebie odpowiednią grupę, wszystko zacznie się zmieniać. Dziecko zamknięte w sobie, nieśmiałe może stać się otwarte – i odwrotnie, dziecko ekstrawertyczne i wrażliwe, poprzez trudne szkolne doświadczenia, natłok nauki, codzienny pęd może zamknąć się w sobie. Trzeba to obserwować. Bardzo ważne jest monitorowanie swojego dziecka, żeby nie być ani nadmiernie opiekuńczym, ani całkowicie zdystansowanym.

Alicja Wiśnicka – psycholożka pracująca z dziećmi i dorosłymi. Specjalizuje się w diagnozie i terapii spektrum autyzmu, w tym zespołu Aspergera, a także w pomocy rodzicom, którzy zmagają się z niepożądanymi zachowaniami u swoich dzieci. Udziela wsparcia psychologicznego osobom dorosłym oraz młodzieży. Magister psychologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na module psychoterapii. Ukończyła studia podyplomowe z psychologii sądowej (Wyższa Szkoła Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu)