Fizjoterapia niemowląt / Unsplash Fizjoterapia niemowląt / Unsplash

Mama Fizjoterapeuta: Dzieci mają w sobie ogromny potencjał, własną ścieżkę rozwoju i nie warto bez potrzeby w nią ingerować

- Czasami trafiają do mnie zaniepokojeni rodzice, ponieważ ich dziecko nie osiągnęło jeszcze jakiegoś etapu rozwoju, podczas gdy córka siostry sąsiadki babci opanowała daną umiejętność już dawno temu… - mówi Małgorzata Paleczny, znana jako „Mama Fizjoterapeuta”. Czy rodzice są przewrażliwieni? I czy naprawdę każde dziecko potrzebuje terapii u fizjoterapeuty? O tym wszystkim ekspertka mówi w rozmowie z HelloMama.pl.

Magdalena Bury, HelloMama.pl: Obecni 30-, 40-latkowie w dzieciństwie nie chodzili do fizjoterapeuty…

Małgorzata Paleczny, czyli „Mama Fizjoterapeuta”: Nie mam jeszcze 40 lat, więc nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie z własnego doświadczenia, ale rzeczywiście – kiedy porównujemy fizjoterapię sprzed 30-tu, 40-tu lat do sytuacji, która jest obecnie… bez wątpienia te dwie rzeczywistości dzieli ogromna przepaść.

Wtedy bardzo mało mówiło się o rehabilitacji. Mniejszy dostęp do informacji i mniejsza świadomość tego, jakie konsekwencje mogą wiązać się z trudnościami rozwojowymi objawiającymi się już we wczesnym dzieciństwie sprawiły, że mało kto się tym interesował. Jednak postęp, który dokonał się przez te lata w dziedzinie fizjoterapii, jest ogromny.

Mamy coraz lepiej wykształconych terapeutów, coraz większy dostęp do specjalistycznych kursów i szkoleń, które podnoszą nasze kompetencje zawodowe. Specjaliści z różnych dziedzin są coraz bardziej otwarci na współpracę, co pozwala na osiąganie nieporównywalnie lepszych wyników terapeutycznych niż w sytuacji, w której mielibyśmy działać w pojedynkę.

Co jeszcze się zmieniło?

Zmieniło się bardzo wiele. Chyba najlepiej widać to na przykładach dzieci z niepełnosprawnościami, np. mózgowym porażeniem dziecięcym, które jeszcze jakiś czas temu niejednokrotnie skazane były na izolację w domu, a co za tym idzie, na wykluczenie z grupy rówieśniczej. Dziś, dzięki interdyscyplinarnemu podejściu, rozwojowi różnych dziedzin – w tym rehabilitacji, dzięki rozwojowi alternatywnych form komunikacji otwierają się dla nich nowe możliwości.

Kiedyś nikt nie sugerował nam, że mamy np. wzmożone napięcie mięśniowe…

Od tego typu zaburzeń przecież się nie umiera! Warto jednak mieć świadomość, że mogą one znacząco wpłynąć na jakość naszego funkcjonowania. Temat jest oczywiście bardzo złożony i myślę, że spokojnie mogłaby powstać o nim niejedna książka.

Skoro jednak wiemy, że zaburzenia napięcia mięśniowego i pojawiające się w jego konsekwencji kompensacje mogą prowadzić np. do rozwinięcia się wad postawy ciała w przyszłości, to czy nie rozsądniej – w myśl zasady „lepiej zapobiegać niż leczyć”, uporać się z daną trudnością zanim jeszcze taki sposób funkcjonowania ulegnie utrwaleniu?

Czy jeżeli matce wydaje się, że z jej dzieckiem wszystko jest w porządku, i tak ma to sprawdzić?

Nie ma takiej konieczności. Jeśli nie zauważamy u naszego maluszka nic, co mogłoby nas zaniepokoić, i pediatra na wizytach kontrolnych nie widzi żadnych nieprawidłowości, to nie ma takiej potrzeby, aby ciągnąć dziecko do fizjoterapeuty.

Oczywiście, jeśli taka kontrola miałaby sprawić, że będziemy spać spokojniej, to warto na nią pójść. Musimy mieć jednak świadomość, że fizjoterapeuta wkracza z terapią dopiero wtedy, kiedy jest to niezbędne. Dzieci mają w sobie ogromny potencjał, własną ścieżkę rozwoju i nie chcemy bez potrzeby w nią ingerować.

Czy nie wydaje się pani, że obecnie mamy problem nadrehabilitacji wśród dzieci? Matki nie są zbyt przewrażliwione?

Coś w tym jest. Czasami trafiają do mnie zaniepokojeni rodzice, ponieważ ich dziecko nie osiągnęło jeszcze jakiegoś etapu rozwoju, podczas gdy córka siostry sąsiadki babci opanowała daną umiejętność już dawno temu… Oczywiście taka czujność jest niezmiernie cenna, jednak warto pamiętać o tym, że rozwój nie polega na „wyćwiczaniu” u dziecka kolejnych umiejętności i zaliczaniu poszczególnych etapów.

Ważne, aby zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa i przestrzeń, w której będzie mogło swobodnie i wszechstronnie się rozwijać. Mały człowiek to odkrywca, ma w sobie przeogromny potencjał i warto pozwolić mu na rozwijanie własnych skrzydeł.

Kiedy zaingerować?

Ingerencja z zewnątrz powinna przyjść jedynie wtedy, kiedy rzeczywiście jest niezbędna i obejmować absolutne minimum. To dziecko, a nie terapeuta ma być „głównym wykonawcą”.

Świat byłby naprawdę bardzo smutny, gdyby wszyscy byli tacy sami. Każdy z nas jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Zosia może pięknie tańczyć, a Jaś konstruować z klocków takie modele, o których nam się nawet nie śniło. I to właśnie jest piękne!

Nie dajmy się wkręcić w „wyścig szczurów”, ale uczmy się dostrzegać potencjał drzemiący w naszych dzieciach i… zwyczajnie się nim cieszmy!

Kiedy po raz pierwszy warto należy się wybrać z dzieckiem do fizjoterapeuty?

Jeśli chcemy zrobić to jedynie kontrolnie, to końcówka trzeciego miesiąca życia dziecka jest dobrym czasem, aby zgłosić się na taką konsultację. Jeśli podczas porodu pojawiły się komplikacje, poród był trudny, przedłużał się w czasie, dziecko jest wcześniakiem lub istnieją inne wskazania do tego, aby spotkać się z fizjoterapeutą, to powinniśmy zostać o tym poinformowani przez lekarza. Jeśli chcemy nauczyć się zasad „przyjaznej pielęgnacji”, to oczywiście można zrobić to w dowolnym momencie, chociaż byłoby optymalnie dowiedzieć się o niej, będąc jeszcze w ciąży.

Jakie błędy popełniają rodzice w pierwszych miesiącach życia dziecka?

Nie wiem czy można to nazwać błędem, bo przecież chyba każdy z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale… z pewnością ciągle jest jeszcze spore pole do popisu w kwestii edukacji rodziców odnośnie korzystania z niektórych sprzętów czy pozycjonowania maluszka.

Stosowanie poduszek czy popularnych klinów, układanie malucha na zbyt miękkim podłożu, zakładanie niemowlakom obuwia, nadużywanie bujaczków (szczególnie w pierwszych miesiącach życia), pozostawianie dziecka do snu w foteliku samochodowym, zbyt wczesne pionizowanie, sadzanie czy noszenie w pozycjach, które mogą zaburzać prawidłową kontrolę postawy, stosowanie chodzików i innych sprzętów mających ułatwiać naukę chodzenia… to tylko niektóre przykłady.

O tym wszystkim piszę na swoim blogu www.mamafizjoterapeuta.pl i mam nadzieję, że choć trochę przyczyniam się do szerzenia takiej wiedzy. Myślę, że warto pomyśleć o tym w ten sposób. Gdyby coś rzeczywiście było dla naszego niemowlaka niezbędne, to już sama natura zadbałaby o to, aby mu to zapewnić.

 

Małgorzata Paleczny – mgr fizjoterapii i terapeutka metody NDT- Bobath dla dzieci. Specjalizuje się w fizjoterapii pediatrycznej. Prowadzi terapię dzieci i niemowląt z zaburzeniami rozwojowymi oraz wadami stóp. Instruktorka Masażu Shantala dla niemowląt. Prywatnie mama czwórki dzieci. Prowadzi bloga Mama Fizjoterapeuta.

    Sprawdź powiązane tematy